Stan naszych mięśni, a seks Każdy kto szuka więcej informacji na temat samej potencji, zawsze może jeszcze zerknąć tutaj. Natomiast w tym miejscu chciałbym skupić się na mięśniach. Tak, tak. Bynajmniej też nie chodzi mi jedynie o tzw. mięśnie Kegla. O tym również napisano już aż za dużo. Mnie chodzi o coś innego. O ogólny stan mięśni, o ich poziom wytrenowania i o pewien zupełnie pomijany element. Jednak o tym za moment. Teraz muszę pospieszyć z odpowiedzią na pytanie, które na pewno rodzi się w głowach Czytelników. Cóż to do diabła ma wspólnego z seksem? Chodzi o kondycję? Wiadomo, że seks pewnej kondycji wymaga, przynajmniej od jednego z partnerów, tego przejmującego postawę aktywną, ale… No więc nie o to mi chodzi. Sprawą, która teraz mnie interesuje jest wpływ napięcia mięśniowego na poziom przeżywania orgazmów. Tak u kobiet, jak u mężczyzn. Ukazał się czas jakieś temu artykuł sugerujący, że można po sposobie chodzenia rozpoznać, czy kobiecie łatwo przychodzi przeżywanie orgazmów, czy też nie. W tym artykule opartym na badaniach naukowych – wszak badania naukowe dowiodły już wszystkiego, nawet tego, że marnuje się pieniądze na bzdurne eksperymenty – mieści się ziarnko prawdy. W celu wyjaśnienia tego faktu mogę już przejść do istoty rzeczy, czyli tego pomijanego elementu, o którym wcześniej jedynie napomknąłem. Coś niecoś z anatomii Wprawdzie kondycja i siła mięśni ułatwiają seks, ale same w sobie jeszcze nie do końca wpływają na jakość orgazmu. Można być silnym i sprawnym (pozornie), a orgazm mieć kiepski. Przy czym konotacja staropolskiego znaczenia tego ostatniego określenia nie będzie tu właściwa. Zostawmy! Wiadomo, że w czasie orgazmu dochodzi do skurczów mięśni. Szczególnie mocno u kobiet. We wspomnianym artykule seksuolodzy sugerowali, że krok energiczny i rozluźnione mięśnie to znak, że kobieta przeżywa orgazmy pochwowe bez problemu. Skomentuję to starym przysłowiem ludowym – wiedzieli, że dzwoni tylko nie wiedzieli, w którym kościele. Bardziej poważnie trzeba stwierdzić, że zabrakło im aparatury pojęciowej i właściwego odniesienia. Prawda jest tak, iż rozluźnione mięśnie i energiczny krok świadczą o właściwym balansie siłowym pomiędzy poszczególnymi partiami mięśni. Szczególnie w okolicach bioder oraz brzucha i dolnej części pleców. Więc pojęcie rozluźnione nie do końca tak naprawdę jest właściwe. Raczej równomiernie lekko napięte. Jest rzeczą znamienitą, że kogo jak kogo, ale seksuologów nie podejrzelibyśmy o poważne braki w wiedzy z zakresu ludzkiej anatomii. Tymczasem z artykułu wynika, że tak właśnie jest. Całkowite rozluźnienie mięśni spowodowałoby upadek, a nie chodzenie. Zresztą nie czepiajmy się seksuologów, być może wina leży po stronie niedouczonego dziennikarza. Zamiast więc się czepiać postaram się w kolejnej części przybliżyć rzecz nieco bardziej.

Badania, granty i wiarygodność Sprawy związane z seksem próbuje się ostatnio rozważać na bardzo różnych płaszczyznach, często pozornie lub faktycznie bardzo oddalonych od głównego tematu. Dziw bierze człowieka, gdy się dowie, jak kuriozalne badania są prowadzone w tej materii – choć nie tylko w tej – i jak wielkie pieniądze w ramach grantów są na to przeznaczane. Można dość do wniosku, że współczesna nauka zbacza w jakimś niepojętym dla nas kierunku. Do tego dochodzi dość powszechna praktyka wypisywania cudów na temat rzekomych badań, które nigdy się nie odbyły, co stanowi fundament współczesnego marketingu. Takich fałszerstw dopuszczają się nawet renomowane firmy farmaceutyczne. Wszystko rzecz jasna dla szlachetnego celu zdobycia większej ilości pieniędzy. Piszę o tym po to, by wykazać z jednej strony fakt, że w dobie internetu mamy dostęp do nieprzebranej ilości informacji z jednej, a problem z weryfikacją tychże z drugiej strony. Także publikując cokolwiek staje się przed problemem wiarygodności. Czy większa część Czytelników nie zakwalifikuje przekazywanych informacji z góry, jako mało wiarygodnych? Co ciekawe dominuje mimo wszystko instynkt stadny. Im częściej i na większej ilości stron powtarza się jakieś banialuki, tym bardziej wydają się wiarygodne. Zaś informacje nietypowe są przyjmowane nieufnie tylko dlatego, że tysiące ghostwriterów jeszcze nie zdążyło ich skopiować na swoje strony. O trudnych do zmierzenia różnicach Pozwoliłem sobie na tego typu wprowadzenie właśnie dlatego, że mam zamiar podzielić się jedną z tych informacji, których nie znajdziecie na setkach stron, więc może się wydać mało wiarygodna. Cóż pozostaje mi liczyć na krytyczne myślenie Czytelników. Zacznę od przekornego pytania. Czy zastanawialiście się kiedyś od czego zależy siła Waszych orgazmów? Pewnie, że tak. Kto się nad tym nigdy nie zastanawiał? Pewnie też zauważyliście, że niekiedy są mocniej przeżywane, a bywają takie dni, że jednak słabiej. Mimo tego, że nie mamy jakiejś specjalnej skali możemy również domniemywać, że u niektórych osób siła przeżyć jest większa, a u innych jakby mniejsza. Dotyczy to tak mężczyzn, jak i kobiet. Wiadomo, że część kobiet mimo regularnego życia seksualnego nie doświadcza orgazmów nigdy. Być może ten tekst pomoże im wyjaśnić przynajmniej częściowo przyczyny takiego stanu rzeczy. Panowie, jak to panowie, niekiedy szukają w internecie, czegoś co poprawi ich potencję i da więcej wigoru w sypialni (rzuć okiem choćby tutaj). Natomiast panie są w tej materii bardziej sceptyczne. Do niedawna wiele z nich nawet nie wiedziało, że można orgazm przeżywać, a i dziś dla pewnego procenta jest to rzecz zupełnie nieznana. Na pewno też naczytaliście się na temat sporo. Poznaliście mnóstwo różnych sztuczek, które rzekomo mogą zwiększyć siłę orgazmów. Co należy jeść itd. Mam zamiar spojrzeć na sprawę z szerszej perspektywy i w oparciu o anatomię. Jednak pozwólcie, że do tego dojdę już w ramach kolejnej części naszego cyklu. Obiecuję, że nastąpi to niebawem.

Kwestia zaburzeń potencji pozostaje problemem bardzo wstydliwym dla mężczyzn ale niestety coraz bardziej powszechnym. Przyczyny mogą być zarówno fizjologiczne, jak i natury psychicznej, jednak nie zmienia to faktu, że jakiekolwiek zaburzenia erekcji są dla mężczyzny niesamowicie trudną sprawą i panowie gotowi są na wiele, by się z tym problemem uporać. Czy warto sięgać po naturalne środki na erekcję? Czy rzeczywiście zioła na potencję działają? Przeczytaj ten artykuł, a poznasz odpowiedzi na wiele dręczących cię pytań i wątpliwości dotyczących męskiego zdrowia seksualnego. Zanim odpowiemy na pytanie, czy zioła na potencję są skuteczne, trzeba sobie powiedzieć czym właściwie jest męska potencja, co się na nią składa i jakiego typu problemy mogą się pojawić w tym obszarze. Otóż utożsamianie potencji seksualnej ze zdolnością do erekcji jest wprawdzie dość powszechne, ale jednak błędne. Naturalnie, erekcja jest bardzo ważną składową męskiej seksualności, ale nie jedyną. Otóż potencja seksualna to wszystko to, co pozwala mężczyźnie na utrzymywanie pełnych i satysfakcjonujących stosunków seksualnych. Zacznijmy od podstaw, czyli do samego libido. Częstym zaburzeniem potencji jest po prostu spadek potrzeb seksualnych, a nawet zupełny ich zanik, choć nadal występuje zdolność do erekcji. Zaburzenia erekcji to kolejny element problemów z potencją, bardzo często spotykany. Równie istotne są kłopoty z wytryskiem .Wytrysk przedwczesny lub wręcz przeciwnie – pojawiający się zbyt późno także utrudnia prowadzenie udanego życia seksualnego. Należy do tego doliczyć także problemy z orgazmem. Choć potocznie to kobietom przypisuje się tę przypadłość i rzeczywiście u płci pięknej występuje ona znacznie częściej to mężczyźni też mogą mieć trudności z osiągnięciem orgazmu. Oczywiście, wszystkie te problemy nie muszą występować łącznie, choć często zdarza się, że jeden z nich jest następstwem innego i tworzy się tak zwane błędne koło. Na przykład trudności z utrzymaniem erekcji sprawiają, że lęk przed porażką wywołuje u mężczyzny zanik libido. Jak leczyć problemy z potencją? Zasadniczo przyczyny problemów z potencją można podzielić na leżące w psychice oraz związane z fizjologią. niezależnie od tego, gdy zauważasz u siebie tego rodzaju problemy należy udać się do seksuologa. To on po przeprowadzeniu niezbędnych badań postawi diagnozę i powie, jak będzie wyglądało leczenie: czy będzie to typowa terapia seksuologiczna czy też leczenie farmakologiczne. W łagodniejszych przypadkach, gdy chodzi tylko o to by wspierać naturalne funkcje organizmu stosuje się tez roślinne suplementy diety. Niezależnie od tego, czy problem nie jest głębszy, zioła na potencję zawsze mogą się przydać, jeśli nie jako część zasadnicza leczenia to jako terapia wspomagająca. Co ciekawe, zioła na potencję pomagają nawet wówczas, gdy podstawowa przyczyna związana jest z blokadą w psychice mężczyzny. Oczywiście, poza tym, że suplementy diety zawsze wzmacniają organizm ,co też nie pozostaje bez wpływu, mają one również działanie jak placebo. Oznacza to, że sama świadomość przyjmowania preparatów wspomagających potencję sprawia, że mężczyzna mniej obawia się porażki w łóżku, co pomaga mu odblokować się, a tym samem niweluje pierwotną i podstawową przyczynę problemu. Poza tym bardzo często przyczyny problemów z potencją są bardzo prozaiczne i wiążą się po prostu z przemęczeniem i osłabieniem organizmu, a także z niedoborem pewnych składników odżywczych kluczowych dla prawidłowego funkcjonowania męskiego organizmu. Naturalne zioła na potencję pozwalają uzupełnić ten brak, a więc realnie pomagają w uporaniu się z fizjologicznymi problemami natury seksualnej. Oczywiście, zioła na potencje, czy to w formei bezpośredniego przyjmowania czy tez naturalnych suplementów diety znakomicie sprawdzają się w roli profilaktyki kłopotów ze zdrowiem seksualnym u mężczyzny. Poznaj dobre naturalne środki na potencję – te tabletki naprawdę Ci pomogą! Natural Gain Plus jest to idealny sposób, aby z powodzeniem powiększyć penisa, dla wszystkich tych mężczyzn, którzy wolą w ten sposób rozwiązać ten problem. Jest to całkowicie naturalna alternatywa do niezwykle niebezpiecznych i wyjątkowo kosztownych operacji powiększających penisa. Natural Gain Plus został zaakceptowany przez amerykańskie Ford and Drugs Administration, co tylko dowodzi jego skuteczności i braku skutków ubocznych. Zawiera on także wyjątkowo silną alternatywę Viagry, czyli catuabę. Oprócz oczywistych skutków, Natural Gain Plus podnosi także Twoje libido, a także Twoją sprawność seksualną. To wszystko daje efekt, którego Twoja partnerka z pewnością się nie spodziewała. Oprócz tego, jest więcej nasienia przy wytrysku, a do tego wszystkiego wystarczy przyjmować dwie tabletki dziennie, które nie wywołują żadnych skutków ubocznych, a z Ciebie czynią prawdziwego mężczyznę, którego podziwia partnerka za to jak się prezentuje i za to jak może się zmienić na lepsze. Natural Gain Plus może pomóc każdemu.

O nieco innych przyczynach problemów z erekcją Zacznę dość przekornie… Każdy mężczyzna potrafi skutecznie zahamować swoją erekcję w najmniej właściwym momencie. Brzmi to paradoksalnie lub nawet zabawne, ale w praktyce raczej zabawne nie jest. Szczególnie dla samego zainteresowanego. Niestety wielu z nas zakłada sobie samodzielnie pętlę na szyję (lub inne miejsce ciała) nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Tyle już napisano o przyczynach problemów z erekcją, o zapobieganiu nim, czy wreszcie o farmaceutykach poprawiających erekcję. Wszystko to pięknie. Niektóre takie informacje są przydatne, inne niespecjalnie. Nie będziemy ich teraz dokładnie analizować. Spróbujmy zamiast tego przyjrzeć się problemowi od strony psychologicznej czy też nawet socjologicznej. „Czego pragną kobiety?” Niezależnie od tego jak mocno będziemy zaprzeczać, współczesny mężczyzna jest istotą zagubioną. Nie bardzo wiemy czego właściwie kobiety od nas oczekują i jak mają wyglądać nasze relacje. Zmieniła się rola kobiety, więc i męska powinna się zmienić. Tylko na jaką? Mamy grać jeszcze większych twardzieli? Może zamiast tego być tym wrażliwym i delikatnym? Kłopot polega na tym, że kobieta zawsze albo zarzuci nam nieczułość, albo nadwrażliwość. Trudno utrafić w sedno. Tak naprawdę panie też nie wiedzą, jaki powinien być ten wymarzony mężczyzna. Szukają księcia z bajki. Znajdują wrażliwego i delikatnego, tylko, że później okazuje się, że to zwykła ciapa i mięczak. No to może taki twardziel? Ten znów okazuje się po czasie zwykłą świnią. Tak źle, a tak niedobrze. Nie chcę za bardzo wchodzić na boczne tory i rozważać, jaki właściwie powinien być mężczyzna. Myślę, że to temat ciągle otwarty. Zawsze też szukanie ideału i przymierzanie żywych ludzi do takiej czy innej miary na wyrost – źle się kończy. „Stanąć” na wysokości zdania Skutek jest taki, że trwamy w niepewności. Zaś niepewność rodzi lęk. Gdy dochodzi do intymnego zbliżenia lęk ten jeszcze bardziej się nasila. Obecnie kobiety domagają się więcej uwagi od mężczyzny w sypialni niż kiedyś. Są bardziej rozbudzone seksualnie i uświadomione. To nagle my zaczynamy się bać, czy staniemy na wysokości zadania. Przy czym określenie „stanąć” można tu odczytać dosłownie. Nagle zamiast przestać myśleć i skupić się na tu i teraz, czyli na wdziękach partnerki, zaczyna się walka z myślą, czy na pewno będzie dobrze, czy będzie erekcja czy może jej nie będzie. Właśnie w ten sposób podcinamy sobie skrzydła. Im większy lęk tym więcej wydziela się adrenaliny i kortyzolu. Oba te hormony są powiązane z mechanizmami walki i ucieczki, a więc elementarnego przetrwania. Gdy chodzi o przetrwanie jednostki organizm wyłącza wszystkie funkcje, które temu przetrwaniu bezpośrednio nie sprzyjają. Na pierwszym miejscu właśnie funkcje seksualne. Wyrzut adrenaliny oznacza zawsze zahamowanie erekcji, gdyż zaburza proces wydzielania tlenku azotu. Kortyzol blokuje testosteron itd. Układ nerwowy przechodzi w system silnego pobudzenia… Co robić, czyli jak się nie bać Na tego typu problemy nie ma prostej rady. Nie wystarczy założyć sobie, że nie będę się bał. To tylko pogorszy sprawę, bo im bardziej będziemy z tym stanem walczyli, tym silniej będzie narastał. Czy zioła albo tabletki mogą nam pomóc? Na pewno do końca nie, choć częściowo jednak tak. Zioła zwiększające produkcję testosteronu, jak choćby: korzeń pokrzywy, kozieradka czy buzdyganek, od czasu do czasu warto przyjmować. Szczególnie po 40 roku życia. Również tabletki na potencję typu vialafil mogą pomóc, choć rzecz nie polega tylko na przyjęciu tabletki. Problem trzeba wyciąć od korzenia, czyli najpierw uświadomić sobie swoje lęki, potem nauczyć się je akceptować, a wreszcie pozwolić im spokojnie zniknąć. Tego nie dokonamy z dnia na dzień. Trzeba na to przynajmniej kilku miesięcy. Będzie to czas uczciwego przyznawania się do swoich ograniczeń.

Tak bardzo różne pragnienia Czego jedni pragną bardzo mocno, inni woleliby uniknąć za wszelką cenę. Szczególnie widać to na przykładzie dzieci. Być może temat posiadania tudzież nieposiadania dzieci trochę dziwnie wygląda na tle innych tekstów na tym blogu. Jednak musimy uczciwe przyznać, że jest to sprawa tak organicznie powiązana z seksem, iż trudno o niej czasem nie wspomnieć. Może nawet robię to bardzo późno, ale lepiej późno niż wcale. Prezentowany tekst jest przede wszystkim skierowany do tych, którzy starają się o dzieci i szukają czegoś co może te starania ukoronować powodzeniem. Niewiele da zaś tym, którzy mają odwrotne dążenia. Chociaż może i oni skorzystają? Żywność a płodność W tej chwili mamy do dyspozycji specjalne kliniki, czy poradnie, które służą swoją pomocą parom mającym problemy z poczęciem potomstwa. Obecnie nie jest już rzeczą wstydliwą przyznać, że to niekoniecznie kobieta musi być „winna” zaistniałej sytuacji. Coraz gorsza jakoś środowiska, a przede wszystkim naszej żywności, wpływa bardzo źle tak na męską potencję, jak i płodność. Nie będę po raz kolejny rozpisywał się na temat powszechnej dziś praktyki chemicznej kastracji, której dokonuje się poprzez dodawanie do wszelkiej żywności soi. Do tego przekonując nas, że to zdrowe. Należałoby tu obnażyć całe to zakłamanie związane z lobbingiem i tym, jak odgórnie niszczy się nasze zdrowie, pod hasłem dbania o nie. Tym razem zostawmy to na uboczu. Jest jak jest. Dodam tylko, że wato zwracać uwagę na to co się je. Suplementy poprawiające męską płodność Tutaj mam zamiar skupić się na suplementacji związanej z poprawą sprawności seksualnej, a przede wszystkim płodności. Jest chyba czymś wartym podkreślenia, że nawet lekarze pracujący w wyżej wspomnianych poradniach zalecają coraz częściej podobną kurację. Nie pomaga ona zawsze, bowiem wszystko zależy od tego, jak poważny jest problem. Jednak nim zaczniemy dyskusje nad zasadnością in vitro itp. warto wypróbować tę propozycję. Musimy poprawić dwa parametry. Ilość samego nasienia oraz ruchliwość plemników. Jeśli są mało ruchliwe to małe szanse na zapłodnienie. W celu zwiększenia ilości nasienia przede wszystkim musimy zwiększyć ilość białka zwierzęcego w diecie. Przyda nam się także większa ilość nasyconych kwasów tłuszczowych. Natomiast niezastąpionym suplementem w tym wypadku będzie CORrige A. Pomijam to jego inne działanie, dzięki którym można znacznie przedłużyć sypialniane igraszki. Specjalna kompozycja bioflawonoidów zawartych w roślinnych wyciągach nasili proces spermogenzy. Oczywiście przy większej podaży białka. Z pustego i Salomon nie naleje. Poprawa drugiego czynnika jest zwykle trudniejsza. Najprostszym rozwiązaniem będzie tu suplementacja większymi dawkami L-Karnityny. Jeśli jednak zdecydujemy się zastąpić ją bardziej złożonym związkiem ALC (Acetylo L-Karnityny), możemy dodatkowo liczyć na lepsze funkcjonowanie układu nerwowego. Częściowo przekłada się to także na poprawę erekcji. Gdy to nie wystarczy… W wielu wypadkach zmiana diety oraz dodatkowa suplementacja pozwala rozwiązać problem. Jeśli nie, pozostaje już bardziej fachowa pomoc lekarska…

Proste wnioski, jako wynik obserwacji Nie jest łatwo zrozumieć kobiecy orgazm, czy w ogóle kobiecą seksualność z punktu widzenia mężczyzny. Już traktaty erotyczne z odległej starożytności i pisane w różnych kulturach przekonują nas o odmienności tych dwóch światów. Nie wiemy tak naprawdę ile w tym prawdy. Trudno to jakoś porównać, przeanalizować… Być może tak się tylko utarło. Pierwsze co poddaje nam prosta obserwacja, to fakt, że kobieta orgazm przeżywa dłużej niż mężczyzna. Jednak może i to nie jest tak do końca prawdą i sporo tu zależy od psychicznego nastawienia? Możemy przyjąć, że jednak tak jest. Tak samo, jak możemy przyjąć, że u większości kobiet znacznie łatwiej o tzw. wielokrotne orgazmy niż u mężczyzn. Straty zamiast korzyści Co nam te obserwacje dają? Niewiele. Epoka, w której żyjemy wymusza na nas większą dbałość o to, by kobieta doświadczała pełnej przyjemności. Nie piszę o tym, jako o jakimś dodatkowym ciężkim obowiązku. Raczej chodzi mi o wzrost powszechnej świadomości, który to wzrost powinien ostatecznie prowadzić do poprawy jakości życia seksualnego u obu płci. Niestety dość często zamiast tego pojawia się stres, napięcie i tzw. polowanie na orgazm. To co miało pomóc staje się przeszkodą. Mężczyzna boi się, że nie sprosta zadaniu, a kobieta, że dziś się nie uda. Badania naukowe nad kobiecym orgazmem? Prowadzono już nawet specjalne badania za pomocą tomografu i całego parku maszynowego – nad kobiecym orgazmem. Nie bardzo wiem, jak można dochodzić do orgazmu będąc jednocześnie zamkniętym w tomografie i poddanym obserwacji zespołu lekarzy. Panie, które zgodziły się na ten eksperyment być może robiły to dla dobra nauki. Może z innych pobudek. Nie ma nic złego w próbie zrozumienia wszelkich zjawisk, także kobiecych orgazmów, ale aż takie odzieranie ich z intymności? Trudno to jednoznacznie ocenić. Badania podobne dają nam obraz pobudzenia pewnych obszarów mózgu w czasie orgazmu, lecz czy rzeczywiście o to chodziło? Z punktu widzenia nauki może i tak. Z punktu widzenia mężczyzny, który pragnie lepiej poznać i zrozumieć kobietę, z którą uprawia seks? Chyba nie bardzo. Podobnie, jak z punktu widzenia samej kobiety. Nie powinniśmy stawiać przeszkód rozwojowi nauki, oczywiście w rozsądnych granicach. To co dziś wydaje się nieprzydatne, jutro może okazać się bardzo praktyczne. Jednak na dzień dzisiejszy takie badania nie mogą nam jeszcze w niczym pomóc. Zresztą… czy chodzi nam o to, by nasz seks był bardziej naukowy? Edukacja i to co warto wiedzieć o kobiecym orgazmie To co musimy sobie uświadomić, my mężczyźni, to odmienną wrażliwość kobiecą. Rozpisałem się już ostatnio na temat faktu, iż u mężczyzny psychika także odgrywa dużą rolę. Jednak inaczej. Na pewno kobieta potrzebuje więcej czasu, by rozbudzić swoje ciało. Zwraca także uwagę na więcej szczegółów otoczenia, które dla nas są w zasadzie nieistotne. Nie będę się tu rozpisywał na temat gry wstępnej. O tym piszą wszyscy i każdy facet, który choć trochę stara się seksualnie wyedukować, zdaje sobie z tego sprawę. Wie, że musi zwolnić tempo. Może się mylę? Może ta edukacja dotarła tylko do niewielu? Jednak skoro tak, jeśli nie przeczytali innych artykułów na ten temat, to i tego nie przeczytają. Natomiast ci, którzy wiedzą o co chodzi, stwierdzą – znowu to samo! No więc darujmy sobie. Ważniejsza będzie dla nas inna informacja. Mianowicie ta, że tak naprawdę większość pań przeżywa orgazm tylko poprzez pobudzenie łechtaczki. Od dawna trwają dyskusje nad różnicami w orgazmach łechtaczkowych i pochwowych. W rzeczywistości najprawdopodobniej jest to ten sam mechanizm. To oznacza, że penetracja dostarcza przyjemności kobiecie tylko o tyle, o ile drażnione są te same nerwy, których zakończenia znajdują się w łechtaczce. To tam się wszystko skupia. Nie należy więc wierzyć, w to, iż orgazm łechtaczkowy jest czymś gorszego rodzaju. Taka wiara zrobiła już sporo złego, bo nawet kobiety zaczynają czuć się winne, gdy tylko tak potrafią dojść do spełnienia. Dla nas mężczyzn jest to bardzo ważne. Niezależnie od tego, jak bardzo będzie nam się wydawało, iż najważniejsze są ruchy posuwiste przy użyciu kluczowego organu męskiej anatomii. Jeśli partnerka ma problemy z doświadczeniem orgazmu, to zwykle należy się bardziej skupić na stymulacji łechtaczki. Niby nie jest to nic odkrywczego, ale jak widać może rozwiązać wiele problemów i sprawić, że zostaniecie docenieni jako kochankowie. Może więc nadszedł czas, aby zwrócić na to uwagę?

Wpływ społecznego postrzegania na seks Droga od opisanych wcześniej praktyk do współczesnego pojmowania kobiecych orgazmów była dość długa i zawiła. Nie będę wgłębiał się w jej meandry ani też analizował poszczególnych zakrętów. Dość powiedzieć, że korelacja pomiędzy życiem seksualnym a społecznym jest bardzo silna. Poniekąd społeczne postrzeganie determinuje to, jak doświadczamy seksu i ile przyjemności nam daje. Również to jakie mamy wobec niego oczekiwania. Przy czym nie należy powierzchownie sądzić, że męska seksualność jest mniej od tego uzależniona niż kobieca. Wielu autorów podkreśla, iż kobieca seksualność jest mocniej związana z psychiką. Muszę w tym miejscu zaprzeczyć, choć znajdę się w opozycji do większości uznanych autorytetów seksuologii. Bynajmniej tak nie jest. Postawienie w ten sposób sprawy świadczy o oglądzie bardzo powierzchownym. Wprawdzie mowa jest o kobiecych orgazmach, ale nie zrozumiemy istoty rzeczy, bez odniesienia się do męskiej seksualności. Z racji zaś, że wspomniany pogląd lansują głównie seksuolodzy mężczyźni, trzeba stwierdzić, iż nie dość, że sami mężczyźni nie rozumieją swojej seksualności, to nawet takiego zrozumienia nie daje im specjalizacja w tym zakresie. Nim posądzicie mnie o zarozumiałość, pozwólcie, że co nieco wyjaśnię bliżej… Kobieca seksualność obciążona już na starcie Całe nieporozumienie wzięło się stąd, iż u mężczyzny o orgazm znacznie łatwiej niż u kobiety, choć i to nie jest stwierdzanie precyzyjne. Wynika tylko i wyłącznie z innego trybu rozbudzenia seksualnego u młodych ludzi obojga płci. Przy czym pewne zahamowania u kobiet są ciągle jeszcze po części wynikiem przyjętych stereotypów oraz lęku przed najważniejszą konsekwencją – ciążą. Społeczeństwo patrzy z przymrużeniem oka na próby podejmowane przez młodych chłopców, ale bardzo negatywnie ocenia w tym względzie dziewczęta. To im od najmłodszych lat zaszczepia się lęki i buduje mur ograniczeń. Nic w tym dziwnego, skoro to dziewczyna poniesie największe konsekwencje zajścia w ciążę. Przy całej nowoczesności, przy rozwijaniu seksualnej świadomości itd., musimy przyjąć, że na samym wstępie męska seksualność jest obciążona mniejszym bagażem lęku niż kobieca. Co wcale nie oznacza, że u mężczyzn lęk się nie pojawia… Męskie lęki i obawy Jakie są te męskie lęki? Przede wszystkim to strach przed tym, czy uda się sprawdzić. Niekiedy dochodzą wszelkie inne związane z nieakceptacją siebie. Jednak, by to szczegółowo rozważać musiałbym rozpisywać się długo na temat wpływu historii życia na przyszłe problemy psychiczne, zahamowania i kompleksy. Dość przyznać, że wszelkie lęki mogą ograniczyć seksualne możliwości. U wielu mężczyzn problemy z potencją mają podłoże psychologiczne, to przyznają sami seksuologowie, a nawet akcentują, co stoi w jawnej sprzeczności z tezą o czysto fizycznym charakterze odczuć seksualnych mężczyzny. Wcale nie jest to takie proste. Przyszła moda na podkreślanie, że mężczyzna jest prosty, a kobieta skomplikowana. Oto stworzyliśmy sobie nowy stereotyp na miarę naszej epoki. Młody chłopak nie ma problemów z osiąganiem erekcji czy ejakulacji w czasie masturbacji, a gdy nagle przyjdzie do seksualnego spełnienia w pełnym zakresie, doświadcza blokady i nic z tego nie wychodzi. To jeden z możliwych scenariuszy. Wbrew pozorom nie tak rzadki. Inny, a jakże częsty, to wytrysk przedwczesny. Już nie tylko problem młodych mężczyzn. Bywa, że mają z tym kłopot i dojrzali panowie. Przyczyna? Znowu utrwalenie pewnych psychicznych lęków. Mogą mieć różne podłoże, ale nie da się zaprzeczyć, iż po raz kolejny nie chodzi tylko o czystą fizjologię. Różnorodne męskie orgazmy W reklamach środków na potencję niejednokrotnie używa się zapewnienia o silnych orgazmach. Tyle tylko, że tak naprawdę to rzecz jest bardziej złożona. Faktycznie niektóre substancje mogą wpłynąć na fizjologię tak, by orgazm był silniejszy. Na temat szczegółów tych procesów nie będę się teraz rozpisywał. Jednak każdy kto ma trochę seksualnego doświadczenia wie, jak bardzo poszczególne orgazmy mogą się różnić od siebie. Również u mężczyzny skala doznań jest ogromna. Nie zawsze ejakulacja oznacza silny orgazm. Przestańcie czytać bzdury na ten temat i zacznijcie obserwować sami siebie. Szybko zauważycie, że raz orgazm jest bardzo silny, a innym razem ledwo odczuwalny. Jeśli zaś nigdy nie jest silny, to warto się zacząć zastanawiać zarówno na aspektem fizjologicznym, jak i psychologicznym, bo na pewno coś jest nie tak. Jest sprawą niepodważalną, że o sile orgazmu decyduje w pierwszym rzędzie atrakcyjność partnerki, jak również jej podejście do seksu, jej poziom akceptacji naszej osoby itd. Jednak to nie wszystko. Wiele czynników odbijających się na naszym nastroju może wzmocnić przeżycia seksualne lub też je osłabić. Zwróćcie uwagę, jak zadziała na Was muzyka, której nie lubicie. Szczegół? Być może. Wprawdzie nie każdego to będzie dotyczyło, ale u każdego z nas można znaleźć coś takiego co negatywnie wpłynie na nasze odczuwanie orgazmu lub całkiem ten orgazm uniemożliwi. Nie ma na myśli tylko takiej sytuacji, gdy do wytrysku nie dochodzi wcale. To też bywa problematyczne, jednak może być tak, że wytrysk jest, a orgazmu prawie nie ma. O największym narządzie seksualnym człowieka i o dyskryminacji Napisałem o tym, byśmy sobie uświadomili, że teorie oparte na trywializacji roli męskiej psychiki są – mówiąc wprost – głupie. Są równie głupie, jak te z przed stu lat, które odmawiały kobietom możliwości przeżywania orgazmów. Jak wiele innych dyskryminujących kobiet. Dziś powoli wskazówka na skali przesuwa się w drugą stronę i modne staje się dyskryminowanie mężczyzn. Drugim powodem jest wykazanie, jak ważna jest psychika w seksie dla człowieka. Niezależnie od tego, czy będzie on mężczyzną czy kobietą. Nieprzypadkowo stwierdzono, iż najważniejszy narząd seksualny u ludzi to mózg. To co myślisz o sobie, jak siebie postrzegasz, jakie masz oczekiwania, będzie rzutowało na twoje życie seksualne. Na jego siłę, intensywność oraz na czerpaną z niego radość lub przeciwnie – frustrację. Zgadzam się, iż u kobiet związek pomiędzy psychiką a seksualnością jest o wiele bardziej widoczny. Przynajmniej na pierwszy rzut oka, co nie znaczy, że mężczyzn to wcale nie dotyczy. Teraz z tym co już zostało napisane może przejść do tego aspektu zagadnienia. Przy czym trzeba na koniec dodać jeszcze jedno. Poziom przeżywania przez mężczyznę orgazmu ma kolosalny wpływ na intensywność przeżyć kobiety. Ta zasada działa także w drugą stronę.

O zasadzkach, bzdurach i powodach, czyli czemu akurat o kobiecych orgazmach Jak już się facet zabiera za pisanie o kobiecych orgazmach, to nie może liczyć na zrozumienie. Ani ze strony innych mężczyzn, ani też kobiet. W zasadzie nie wiadomo po co pchać się na takie głębokie i nieznane wody. Takie przynajmniej początkowo można odnieść wrażenie. Myślę jednak, że podejmę to ryzyko. Wszak niejedna kobieta wypisuje dziwne rzeczy na temat męskiej seksualności i robi z tego poradnik dla innych niedoinformowanych, gdy tymczasem pobieżna lektura wystarczy, by stwierdzić, że nie tylko nie wie o czym pisze, ale niejednokrotnie z mężczyzną „w naturze” nie miała do czynienia. By nie być gołosłownych przypomnę tylko krążącą bzdurę o chowaniu penisa do nogawki spodni i jeszcze większą bzdurę o wynikającym z tego skrzywieniu. Tak jakby mężczyźni nie nosili bielizny i tak jakby ciała jamiste, gdy nie są napełnione krwią mogły ulec jakiemuś odkształceniu. Jednak wszyscy bzdury powtarzają niczym stado kaczek na targu, a nikt się nie zastanawia nad ich sensem. Skoro tak, to i ja mogę sobie pozwolić na pisanie o sprawach, na których do końca się nie znam, czyli o kobiecych orgazmach. Zaś do swojej niewiedzy od razu się przyznaję, bo tu już nie wystarczy być świadkiem orgazmu. I tak pozostaje on dla nas tajemnicą. Drugi powód skłaniający mnie do podjęcia ryzyka związanego z omawianiem takiego tematu, to problem wielu mężczyzn, nad którymi sprawa doprowadzenia partnerki do owego orgazmu wisi niczym jakieś fatum i psuje prostą przyjemność związaną z seksem. Zresztą i same kobiety często tak się martwią czy będzie orgazm czy nie, że w końcu nic z tego nie wychodzi. Średniowieczne orgazmy Nie jest prawdą również informacja, jaka czasem pojawia się w tzw. programach czy artykułach naukowych, iż jeszcze w XIX wieku zaprzeczano temu zjawisku, czyli właśnie kobiecym orgazmom. Trzeba tę informację sprostować. Otóż „już” a nie „jeszcze” w XIX wieku, przeczono zjawisku kobiecego orgazmu. Różnica jest bardzo istotna. Wcześniej bynajmniej nikt temu nie zaprzeczał. Mężczyźni współżyjący z kobietami byli świadomi do jakiegoś stopnia ich przeżyć. Może nie wszyscy i nie zawsze, ale większość jednak tak. Pod tym względem kobiety minionych wieków tak się bardzo nie różniły od dzisiejszych. To prawda, że nie mówiło się o tym głośno. Prawdą też jest, że wiele panien wychodząc za mąż nie miało zielonego pojęcia o seksie. Jednak, gdy mąż był odpowiednio delikatny i kochający, to po czasie natura brała górę. Nie działo się tak tylko wówczas, gdy źle pojmowana religijność niszczyła już w zarodku wszelkie odruchy namiętności. No właśnie. I nie myślcie, że to średniowiecze było tą epoką, która tak mocno hamowała ludzkie popędy. Bynajmniej. Wprawdzie głoszono potrzebę umartwień, jednak do większości ludzi to wcale nie przemawiało. Przed Soborem Trydenckim celibat duchowieństwa był rzeczą bardzo względną – mówiąc najoględniej. Dotyczyło to tak wiejskich księży, jak i biskupów czy nawet papieży, którzy oficjalnie przyznawali się do swoich dzieci i wydawali je za synów i córki rodów panujących. Wszak syn papieża, to była nie lada gratka na politycznym rynku matrymonialnym. Wiktoriańskie orgazmy Więc to nie średniowiecze. Nawet nie późniejsze epoki. Dopiero tzw. epoka wiktoriańska wszytko przewróciła do góry nogami. Był to czas największego zakłamania i najdalej posuniętej pruderii. Niemiecki pietyzm ogarnął całą Europę i przenikną do Anglii, by nabrać specyficznych cech i znów ruszyć na podbój starego kontynentu. W rezultacie nacisk konwenansów społecznych był tak wielki, że w pewnych sferach, głównie wyższych, orgazm kobiecy przestał po prostu występować. Zamiast tego pojawiły się chore teorie. Głoszono je pod płaszczykiem oświeconej medycyny. Jako, że dziś nie mam ochoty niczego owijać w bawełnę, więc napiszę to wprost. Lekarze zajmujący się pozornymi kobiecymi schorzeniami, byli tak samo zboczeni, jak ich poprzednicy inkwizytorzy torturujący rzekome czarownice. Ci zasłaniali się nauką, tamci pobożnością. Co się za tym kryło? Prosty mechanizm. Brak satysfakcji seksualnej, w dodatku nieuświadomiony, prowadził do pewnych zaburzeń nastrojów. To zaś diagnozowano jako histerię. Niekiedy w bardziej poważnych przypadkach zamykano kobiety w zakładach psychiatrycznych. Tam poddawano je dość ciekawym zabiegom, które mówią same za siebie. Było to na przykład wieszanie za włosy łonowe. To miało poprawić pacjentce nastrój! Te kobiety, które miały więcej szczęścia trafiały raz w tygodniu na lekarską kozetkę, gdzie specjalny zabieg poprawiał im nastrój. Jaki zabieg? Narodziły się wibratory Może się Wam to wydać dziwne, bo mało obecnie się o tym wspomina, ale… Zabieg ów sprowadzał się nie do czego innego, jak do ręcznej stymulacji łechtaczki lub pochwy pacjentki, co rozładowywało psychiczne napięcie. Pan doktor miewał niekiedy sporo pacjentek na dzień. Ileż można pracować fizycznie, gdy ma się solidne wykształcenie i dyplom na ścianie? Całość zbiegła się z gwałtownym rozwojem maszyn elektrycznych i połączenie tych dwóch zjawisk dało w rezultacie rozwiązanie. W gabinetach lekarskich pojawiły się wibratory. Ich zadaniem było rozładowywanie „kobiecej histerii”. Musiało jednak jeszcze upłynąć sporo czasu nim ktokolwiek zainteresowali się kobiecym libido i kobiecym orgazmem. O tym jednak napiszę następnym razem…

Mało znane pojęcie związane z życiem seksualnym Jednym z ważnych pojęć dotyczących życia seksualnego jest imprinting. Rzecz dziwna niewielu dorosłych zna to pojęcie, a być może należałoby je wprowadzić jakoś w system edukacji seksualnej młodzieży. Może to uchroniłoby ją od wielu przyszłych rozczarowań. Sam przyznaję, że dowiedziałem się o tym terminie i tym co oznacza, znacznie później niż należało. Być może także wielu Czytelników trafiających na tę stronę, przeczyta o nim po raz pierwszy. Wprawdzie co nieco można znaleźć w internecie, ale zbyt dużo tego nie ma. Nie zawsze też samo pojęcie jest wyjaśnianie właściwie. Sporo uwagi poświęca się imprintingowi seksualnemu w psychologii seksu, czy też psychopatologii seksu, lecz zwykle w ramach poważnych prac naukowych, więc wiedza ta do większości społeczeństwa nigdy nie dociera. Pierwszy element imprintingu w seksie Czym więc jest imprinting w seksie? Oczywiście samo to pojęcie jest szerzej stosowane w psychologii i nie zawsze musi dotyczyć sfery seksualnej. Tu jednak z racji takiej, a nie innej tematyki tej strony, zajmę się nim jedynie w odniesieniu do seksu. Nie ma sensu próbować wynajdywać innej nazwy i zastępować nią tę zaczerpniętą z zachodnich publikacji. Jedynie w celu przybliżenia w czym rzecz, możemy użyć dodatkowych określeń typu: programowanie czy uwarunkowanie. Nasza sfera seksualna kształtuje się w dość złożony sposób. Świadomość płci, wbrew pozorom jest już bardzo nasilona we wczesnym dzieciństwie. W normalnych warunkach mały chłopiec chce wyraźnie być traktowany jak chłopiec, a dziewczynka jak dziewczynka. Niemal bezrefleksyjnie zdają sobie sprawę z pewnej odmienności. Nie zawsze wiedzą na czym ta odmienność polega. Poznanie różnić cielesnych może odbyć się bardzo wcześnie, ale niekiedy dochodzi do niej znacznie później. Niemniej tożsamość płciowa jest zazwyczaj silnie odczuwana. Jednak najważniejsze warunkowanie zachowań seksualnych odbywa się wtedy, gdy przynajmniej częściowo świadomie uczestniczymy w sytuacji o podłożu erotycznym. Niekoniecznie musi to być od razu stosunek seksualny, czy coś bardzo wyrazistego, na przykład scena w filmie lub bycie przypadkowym światkiem zbliżenia dorosłych. Niekiedy będzie to coś niemal nieuchwytnego – wiatr podwiewający sukienkę kobiecie na ulicy, widok poprawiania pończochy. Takie obrazy mocno kształtują przyszłą męską seksualność. U dziewcząt ma to charakter bardziej ulotny i bardziej emocjonalny. Taki jest początek imprintingu, czyli uwarunkowania naszych seksualnych reakcji… Dopełnienie imprintingu Drugim elementem o mocnej sile oddziaływania jest już pierwsze konkretne działanie seksualne. Albo będzie to zbliżenie z drugą osobą, niekoniecznie zakończone pełnym stosunkiem, albo też masturbacja. Ten moment jest postawieniem kropki nad „i” naszego uwarunkowania. Wiedza o imprintingu, a praktyka współżycia Zapyta ktoś – po co nam ta wiedza i po co takie rozważania na blogu, który ostatecznie ma stanowić zbiór rad praktycznych. Z dotychczasowego opisu mogłoby się wydawać, że to temat ciekawy dla teoretyków. Natomiast nic nie wnosi w nasze życie, zwłaszcza to erotyczne. Nic bardziej mylącego. Imprinting kształtuje nasze gusta seksualne. Robi to znacznie silniej niż telewizja i inne media. Silniej niż nasz aktualny partner/partnerka. W zasadzie nic w tym złego, pod warunkiem, że wybór partnera oraz formy współżycia seksualnego współgrają z imprintingiem. W przeciwnym wypadku zawsze będziemy odczuwać jakiś niedosyt. Może pojawić się rozczarowanie seksem. Im większa rozbieżność, tym poważniejszy problem. W skrajnych wypadkach może dojść do tego, że zupełnie zaniknie zdolność do przeżywania orgazmów, albo będą bardzo słabe. Niektórzy mężczyźni mogą doświadczać z tego powodu pozornej impotencji. Przykładowo można tak mocno zaprogramować się na uzyskiwanie rozkoszy z masturbacji, że podczas stosunku z drugą osobą nic się nie będzie odczuwało lub balansowało na krawędzi orgazmu nigdy do niego nie dochodząc. Bynajmniej nie jest to tylko męski problem. Wydać się to może głupie, ale dla wielu ludzi będzie problemem, że przykładowo partnerka nosi nie taką bieliznę, jaka utrwaliła się w skojarzeniach zapisanych w imprintingu. Równie dobrze może to być każda inna część garderoby. Czasem zapach. Im bardziej subtelne doznanie, tym trudniej je uchwycić, co nie znaczy, że nie będzie ona na nas mocno działało. Praca nad zmianą imprintingu Jeżeli w naszym życiu seksualnym nie pojawiają się problemy, nie czujemy pewnego niedosytu, to sprawą nie warto zawracać sobie głowy. Jednak jeśli jest inaczej to dobrze byłoby zbadać swoje seksualne skojarzenia i dotrzeć do owej matrycy zapisanej w naszej psychice. Do pewnego stopnia możemy zmienić swój imprinting, ale wymaga to sporo pracy i uczciwości wobec samego siebie. Należy dokładnie zbadać swój imprinting, a później stopniowo przekierowywać go na aktualną partnerkę/partnera. Mocno wizualizować związane z nią (nim) obrazy erotyczne, kodować sobie zapachy, utrwalać doznania, gdy jesteście razem. Nie zawsze uda się dokonać tego w 100%, niemniej warto próbować.

Technika to nie wszystko Zgodnie z daną niedawno w komentarzu obietnicą proponuję dziś zająć się czymś co nie będzie związane, ani z powiększaniem penisa ani bezpośrednio z poprawą potencji. Chodzi mianowicie o masaże erotyczne. Jednak bynajmniej nie takie profesjonalne, czy jakbyśmy to nazwali, ale takie w „wersji domowej”, czyli możliwe do wykonania dla każdego kto ma dwie ręce i minimum wrażliwości. Nie są w tym wypadku potrzebne specjalne kursy ani nawet lektura jakieś książki traktującej o tym przedmiocie. Od kiedy zaczęto wydawać mnóstwo książek zawierających zbiory pozycji seksualnych i opisów wszelkich technik erotycznych, wielu ludzi wpadło w pułapkę technicyzacji własnego seksu. Nie twierdzę bynajmniej, iż nie warto się z takimi lekturami zapoznawać i poszerzać swoją wiedzę w omawianym zakresie. Jednak warto przy okazji pamiętać, że to wszystko do techniki się jednak nie sprowadza. Męski reakcje – szybciej, mocniej! Spójrzmy już bliżej na masaże erotyczne. Na pewno będą cennym doznaniem dla każdej kobiety. Z czasem i wielu panów je doceni. jest to także jeden ze sposobów na przedłużenie intymnego kontaktu, lecz do takiej roli bym go nie sprowadzał. Każdy masaż erotyczny może sam w sobie być przyjemnością. Mężczyźni często popełniają ten błąd, iż wszystkie pieszczoty związane z grą wstępną czy końcową, o ile w ogóle mają miejsce, traktują jako swoiste ustępstwo na rzecz partnerki. Gdyby to tylko od nich zależało, od razu „wzięliby się do rzeczy”. Z takim nastawieniem sporo się traci. Przede wszystkim dążenie na siłę i jak najszybciej do orgazmu jest nie tylko źle widziane przez kobiety, ale jest też działaniem na swoją szkodę. Uszczupla znacznie paletę własnych doznań. Trzeba jednak nauczyć się te doznania doceniać, nauczyć się zatrzymać w przyjemnym momencie, a nie zaliczać orgazmy, by potem chwalić się kolegom, że było ich aż tyle (zwykle liczba i tak jest zawyżona). Kobiece reakcje – wolniej, delikatniej! U pań tego problemu zazwyczaj nie ma. Niekiedy dla nich cała gama pieszczot jest nawet ważniejsza niż sam akt. Im więcej im się w tym względzie ofiaruje, tym bardziej doceniają partnera. W drugą stronę działa to już nieco inaczej. Kobieta z natury ma ciało bardziej wrażliwe i niekiedy nadmiernie przedłuża pieszczoty tych partii męskiego ciała, które są u nas gruboskórnych mucho odporne na takie pobudzenie. Po prostu ocenia męskie reakcje według własnych doznań. Trudno tu jednak znaleźć złoty środek. Gdy już się człowiek odpręży i nie myśli o tym jak skończyć w kilka minut, to i takie pieszczoty nauczy się bardziej doceniać. Minimum wiedzy o technice masażu erotycznego Teraz wreszcie możemy skupić się na masażu erotycznym. Nie każda pieszczota to taki masaż, ale każdy masaż erotyczny to pieszczota. W praktyce tak naprawdę trudno wyznaczyć granicę pomiędzy jednym i drugim. Jednak nie wydaje mi się konieczne szczegółowe omawianie techniki masażu i odnoszenia jej do poszczególnych partii ciała. To jak wyważanie otwartych drzwi i pisanie rzeczy oczywistych. Zresztą takich artykułów można w internecie znaleźć mnóstwo. Podam tu tylko to co na początek każdy wiedzieć powinien, potem już sam może nauczyć się reszty. Najważniejsze jest nie to jak się prowadzi ręce, uciska czy głaska, ale wsłuchiwanie się w reakcje partnerki/partnera. Gdy robi się to dobrze, to po pewnym czasie doświadczy się swoistego uczucia harmonii i współdziałania. Jeśli wszystko będzie sprowadzone do techniki i wiedzy podręcznikowej, raczej nic z tego nie wyjdzie. Jest też rzeczą oczywistą, że należy zaczynać od mniej wrażliwych obszarów, by stopniowo przechodzić do tych bardziej wrażliwych. Dość często na początku lepsze będzie bardzo delikatne niemal nieuchwytne muskanie skóry, niźli mocny nacisk. W końcu trzeba umieć rozróżnić masaż erotyczny od sportowego! Jedną z fenomenalnych technik jest przesuwanie dłoni tuż nad ciałem praktycznie go nie dotykając. O tym akurat warto napisać, bo nie każdy sam wpadnie na taki pomysł. Czuje się wtedy coś jakby lekkie wyładowania elektryczne pomiędzy ciałem drugiej osoby, a własną dłonią. Faktycznie takie wyładowania mają miejsce i mogą być doskonałą formą pieszczoty. Innym interesującym rozwiązaniem będzie uderzanie opuszkami palców przeplatane z delikatnym drapaniem paznokciami. To również warto wypróbować. Z czasem zapewne samodzielnie wpadnie się na szereg innych ciekawych rozwiązań. Warto poeksperymentować także z różnicowaniem tempa masażu i przeplataniem ruchów wolnych z szybkimi. Jak długo to ma trwać? W zasadzie pytania o to, jak długo powinien trwać masaż erotyczny nie powinno się stawiać. By miał sens nie może być przeprowadzany w pośpiechu. Jego długość powinna być uzależniona od tego, jak długo sprawia przyjemność obojgu partnerów. I na tym stwierdzeniu możemy poprzestać.