Rate this post

Niemal każdemu znane jest powiedzenie, że: „Kobieta zawsze może, a nie zawsze chce. Natomiast mężczyzna zawsze chce, a nie zawsze może. Trudno z tym twierdzeniem polemizować. Jest ono aż nadto prawdziwe. Lubimy czuć się jak lwy łóżkowe, jednak w praktyce to właśnie mężczyzna jest bardziej zagubiony w tajnikach miłosnej alkowy niż kobieta.
Wprawdzie u mężczyzny łatwiej wzbudzić pożądanie i zwykle wcześniej uświadamia on sobie swoje pragnienia seksualne, bo hormony silnie dochodzą do głosu w okresie dojrzewania, to na dłuższą metę zostaje w tyle za partnerką. Często rozbudza się kobietę długo i powoli, ale gdy już nastąpi rozbudzenie, to czasem trudno sprostać jej temperamentowi.
Mimo całego zagubienia, można pocieszać się jednym. Jeśli rozbudzona kobieta jest tak namiętna, że zaczyna zawodzić nasza potencja, to przynajmniej możemy mieć tę satysfakcję, że osiągnęliśmy pewien sukces. Seks z nami kojarzy się jej bardzo dobrze. Jest to jakieś pocieszenie, jednak niewielkie w sytuacji, gdy ona chce, a on już nie może.
W dziedzinie seksu zwykle irytują nas dwa problemy. Zbyt słaba potencja lub całkowity brak erekcji oraz nazbyt krótki czas stosunku. To pierwsze było dla mężczyzn problemem zawsze. To drugie stało się nim wtedy, gdy kobiety uświadomiły sobie, że seks również im powinien przynosić rozkosz. Teraz już nie chodziło tylko o silną erekcję albo o dyskomfort wynikający z wytrysku przedwczesnego. Oto kochanek zagubiony stanął przed największym wyzwaniem. Jest nim… przedłużanie stosunku.
Cóż! Ileż to razy słuchałem już porad o tym, by hamować podniecanie. Można w czasie stosunku myśleć o czymś innym, by trwał dłużej. Ha! Też mi zalecenie. Czy ja mam ochotę myśleć o mocy silnika traktora, gdy kocham się z kobietą? Może mam wspominać starą ciotkę i wujka? Też mi przyjemność. Nijak się mają te porady do życia, zwłaszcza, gdy chodzi o życie erotyczne. My przecież chcemy czerpać z niego przyjemność i to jak najwięcej przyjemności.
Można wprawdzie odwrócić to rozumowanie i argumentować tak. Staramy się o przedłużenie stosunku, by sprawić więcej przyjemności partnerce. Stąd nasze poświęcenie i kierowanie myśli na wąsy nieżyjącego już wujka. To już ma pewien sens. Ma też pozór słuszności, ale tylko pozór. Jak myślicie po jakim czasie partnerka zorientuje się, że robicie wszystko, by odwrócić swoją uwagę od niej? Może za pierwszym razem się nie połapie, ale z czasem na pewno. Kobiety są na to bardzo wyczulone. Możemy więc takie rady pozostawić tym, którzy ich nam udzielili. Jeśli uważają je za dobre, niech sami się do nich stosują. Nie rozwiąże to problemów prawdziwego kochanka zagubionego.
W rzeczywistości trzeba niemałego doświadczenia, by stopniować podniecenie. Łatwo jest ulec presji czystej fizjologii, która skłania nas do coraz szybszych ruchów frykcyjnych i… po chwili następuje koniec. Sprawa wymaga praktyki i opanowania. Wszystko sprowadza się do odpowiedniej kontroli ruchów. Trzeba co jakiś czas zwalniać. Nie jest to oczywiście takie proste. Nie ma sensu myśleć o przedłużaniu stosunku tylko wtedy, gdy on właśnie trwa. Trzeba zrobić coś więcej. Należy się tym zająć o wiele wcześniej. Mamy do dyspozycji przynajmniej kila sposobów. Niektóre z nich poznamy w kolejnym odcinku. Na razie trzeba sobie radzić, jak kto potrafi. Zwykle z pewną… nieporadnością. Jednak cierpliwość na pewno się opłaci.

3,3_S

FEEDBACK