Rate this post

Kawa na potencję?

Moi Panowie oraz mile Panie, jeśli i Wy od czasu do czasu zaszczycacie swoją uwagą ten skromny blog. Przyznam się Wam, że do pewnego stopnia jestem sybarytą. Wprawdzie moje testy charakterologiczne pokazują, że potrafię zmusić swój organizm do skrajnej ascezy, bo jestem pasjonatem (mowa o systemie la’sennowskim) i nawet to potwierdzam, to gdy nie ma takiej potrzeby pozwalam sobie w umiarkowanym stopniu korzystać z uroków życia. Seks na pewno do nich należy. Dziś rzecz jasna także będzie o nim, ale w nieco innym kontekście. Znowu zajmiemy się seksem od kuchni.
Przez lata toczyłem wojnę z mitami na temat zgubnych skutków picia kawy. Wiem dobrze, że żadne badania naukowe tego nie potwierdzają, tymczasem ciągle słyszę takie bzdety. Oczywiście, jeśli pijesz kwaśne świństwa z supermarketu, te niemieckie i ich polskie podróbki, możesz mieć problemy z żołądkiem. Kawa rozpuszczalna też jest do niczego. Smak wody po spranych skarpetkach… to nie dla mnie. Proszę wybaczyć to porównanie, ale bardziej adekwatnego nie znalazłem.
Cóż to wszystko ma do seksu? Zaraz do tego dojdę. Najpierw powiem Wam, o jaką kawę mi chodzi. Musi to być dobra kawa włoska lub taka kupiona w solidnej palarni kawy. Wcale nie są takie drogie. Zresztą włoskie kawy są już dostępne także w wielu super i hipermaketach. Do tego potrzebna nam jest moka do parzenia lub ekspres ciśnieniowy. To co u nas nazywa się kawą po turecku, pewnie niejednego Turka doprowadziłoby do apopleksji. Nie będę się tu rozpisywał na temat parzenia kawy po turecku, bo jest to metoda skomplikowana i nie ma nic wspólnego z naszymi niecnymi praktykami domowymi. Porządny ekspres ciśnieniowy to spory wydatek, ale mokę (nie mylić z moccą) można kupić już za kilkadziesiąt złotych niemal w każdej palarni.
Taką kawę podawano szczurom laboratoryjnym i zauważono, że znacznie wzrosła u nich ochota na seks. W naszej sypialnianej praktyce kawa bardziej przyda się mężczyźnie niż kobiecie. W jakimś stopniu poprawi erekcję. Nie należy z tym przesadzać. Sam pijam dwie porządne kawy na dzień i na erekcję – stwierdzę nieskromnie – nie narzekam.
Kobiety mniej odczują działanie tego napoju, ale całkiem obojętny im nie będzie. Jeszcze jedna uwaga. Osobiście zalecałbym picie kawy bez cukru i mleka. Wtedy jest najlepsza smakowo i najskuteczniejsza. Może to i rzecz gustu, ale spróbujcie! Dotyczy to zwłaszcza panów.

Miłość z pod znaku czekolady!

Teraz kolejny bardzo dostępny afrodyzjak – czekolada! Czekoladę przed nocnymi wyprawami pijał Casanowa. Również popularna była pośród Indian Ameryki Łacińskiej. Ponoć ostatni cesarz Azteków Montezuma pił ją w wielkich ilościach, a potem udawał się do swojego haremu. Ponoć potencja bardzo mu wówczas dopisywała.
Z czekoladą jak wiadomo jest ten kłopot, że się od niej tyje. Jednak nikt nie musi zjadać jej na kilogramy. Wystarczy kilka kostek, a przy aktywnym trybie życia i częstych kontaktach seksualnych nie trzeba się bać nadwagi. Czekolada zawiera substancję o nazwie PEA, która jest naturalnym afrodyzjakiem. Tę samą substancję wytwarza nasz mózg w czasie aktu miłosnego.
Jak widać sprawa jest prosta i nie wymaga specjalnych zabiegów. Dobra kawa i czekolada w umiarze to lepszy seks. Jeszcze tylko jedna uwaga. Sprawdzajcie co kupujecie, bo dziś niestety nie wszystko co nazywa się czekoladą jest nią w istocie. Ostatecznie można kupić sobie oryginalne gorzkie kakao i robić własną czekoladę na gorąco. Potem seks też powinien być bardzo gorący. Trzeba przecież korzystać z uroków życia… intymnego.
3,5_S

FEEDBACK