Rate this post

Mam zamiar poruszyć dziś dość ciekawą kwestię, o której w zasadzie się nie mówi i nie pisze, a jeśli już to zgoła niewiele. Jeżeli wpiszecie w wyszukiwarce „psychiczna blokada orgazmu” to otrzymacie dość sporo wyników. Niestety wszystkie one dotyczą problemów kobiet z orgazmem. Czyżby mężczyźni nie mieli takich kłopotów? Powszechnie uważa się, że jeśli już dojdzie do erekcji, to i do orgazmu też dojść musi. Tak więc, w sprawie męskiej seksualności wszyscy skupiają się na problemach z erekcją. Na drugim miejscu mamy przedłużanie stosunku, czyli robienie wszystkiego, by ten orgazm nie nadszedł zbyt szybko.
Cóż jednak, gdy erekcja jest, stosunek trwa długo, a orgazm albo wcale nie nadchodzi lub też jest niezwykle slaby? Wspomina się w takim wypadku o złym odżywaniu. Fakt może tak być, że zła dieta sprawia iż orgazmy są słabsze. Inne wytłumaczenie podawane przez specjalistów to zbyt duże napięcie pomiędzy partnerami. Jakaś nadmierna kłótnia, duże wymagania ze strony kobiety itp. Bywa i tak. Jeszcze inni twierdzą, że przyczyna leży w tym, że partnerka jest za mało atrakcyjna. Na koniec dodaje się, że przyczyn należy szukać w zbyt częstej masturbacji i osłabieniu wrażliwości. Wszystko to poniekąd zdarzyć się może i trzeba brać pod uwagę. Jednak nie wydaje mi się, by wyczerpywało wachlarz możliwości. Co więcej, uważam podane przyczyny za mniej istotne.
Poszukajmy gdzie indziej. Pamiętam jeszcze bardzo stare publikacje, które podkreślały dominującą rolę mężczyzny w seksie. Wspominano tam, iż kobieta na pewnym etapie traci całkowicie kontrolę nad sobą, a mężczyzna nie traci jej prawie nigdy. By nie narazić się paniom, od razu zastrzegam, że nie jest to mój pogląd. Co nie zmienia faktu, że do dziś wiele osób tak właśnie uważa.
Wspominałem nie raz, że panowie tak bardzo chcą się sprawdzić, że odbija się to negatywnie na ich potencji. Teraz żyjemy w czasach, gdy poszukuje się intensywniejszych orgazmów. Jeszcze bardziej i jeszcze bardziej… Nasz układ nerwowy ma określony poziom natężenia możliwych reakcji. Im zaś bardziej staramy się sztucznie zwiększyć te reakcje, tym bywają słabsze. Różne techniki oddychania czy kierowania ruchami frykcyjnymi wymagają większej kontroli własnych reakcji. I tu jest pies pogrzebany lub jak mawiają nasi wschodni sąsiedzi – sabaka zaryta!
To właśnie obawa przed utratą kontroli sprawia, że orgazm jest taki słaby. Oto niepomiernie narasta napięcie i wydaje się, że tym razem przeżyje się niezwykle silny orgazm. Wówczas włączają się mechanizmy blokujące związane z wyuczoną obawą przed utratą kontroli nad tych co się dzieje. Reakcja fizjologiczna zachodzi prawidłowo, ale hamujące impulsy nerwowe sprawiają, że odczucia są dalekie od satysfakcjonujących. Zawiedzione oczekiwania tylko utrwalają ten mechanizm.
Niełatwo cokolwiek na to poradzić. Rady w stylu – więcej luzu, są dobre, ale mało przydatne. Do poprawy nie dojdzie z dnia na dzień. Trzeba stopniowo zrezygnować z tej nadmiernej kontroli. Zapomnieć trochę o sobie, a bardziej skupić się na partnerce. Nie starać się na siłę przeżywać silnych orgazmów, a z czasem rzeczywiście takie się staną.

FEEDBACK