Rate this post

Nasze wyobrażenia a rzeczywistość

Chcecie przeczytać kolejny artykuł o testosteronie? Cóż za pytanie? Przecież jeśli ktoś wchodzi na stronę o przedłużaniu stosunku, to nie oczekuje porad na temat pielęgnacji róż. Na pewno nie w tej chwili. Chce wiedzieć jak najwięcej o seksie. Chce poznać tajniki męskiej potencji. Róże mogą się przydać, bo kobiety zwykle za nimi przepadają, ale… miało być o testosteronie!
Nie wiem, czy dobrze się stało, że pojęcia medyczne związane z męską seksualnością przeniknęły do powszechnej świadomości i aż tak bardzo się spospolitowały. Testosteron, tlenek azotu itp. Pełno teraz tych określeń w naszych rozmowach, w artykułach o potencji i w kontekście innych tematów. Testosteron stał się niejako synonimem męskości. Większość ludzi nie staje sobie sprawy, że organizm kobiety też wytwarza testosteron. Panie żartujące sobie z mężczyzn, jako tych „naładowanych testosteronem” mogłyby do pewnego stopnia być zaskoczone, że i one bywają pod znacznym wpływem testosteronu. Tak! Testosteron konstytuuje męskość, ale i kobiecość. U pań jest go znacznie mniej, ale bez niego dochodzi do zaburzeń. Odbija się to i na zdrowiu i na figurze. Gdy jest go za dużo, może dojść do wykształcenia się męskich cech drugorzędnych. Tak więc Panie i Panowie wszystko rozbija się o proporcje!
(Wspominam o tym ku przestrodze, bo dla wielu kobiet testosteron to wręcz pojęcie obraźliwe i za jego pomocą starają się dyskredytować, by nie powiedzieć, że czasem wręcz poniżać, mężczyzn.)
Podobnie jest z estrogenami u mężczyzn. Nie powinno ich być zbyt wiele, ale bez nich również będziemy mieli problemy z potencją. Zaś znaczne przekroczenie norm testosteronu może prowadzić do kłopotów z siusianiem, czyli przerostu prostaty. O normach pisałem już wcześniej, więc zachęcam do lektury poprzednich tekstów.
Można by się jeszcze rozwodzić na AR (receptorami androgennymi), czyli receptorami wiążącymi testosteron oraz inhibitorami i metabolitami typu alfa i beta, ale nie komplikujmy sprawy zanadto. O konwersji testosteronu w DHT można napisać wiele dobrego i złego, ale to wymaga osobnego wykładu.

Potencja niejedno ma imię

Teraz pozwolę sobie na pewne rozgraniczenie. Jest ono istotne, by zrozumieć podstawę mechanizmów kierujących naszą męską seksualnością. Nazbyt często utożsamia się potencję z przedłużaniem stosunku. To nie to samo.
Czym jest potencja seksualna? Jest zdolnością do odbycia stosunku płciowego. Niby proste. Jednak każda zdolność ma pewną skalę. Wszak można posiadać zdolności w jakimś zakresie, ale ktoś inny może posiadać te zdolności dużo bardziej rozwinięte, a ktoś inny mniej. Potrafisz szybko biegać, ale kumpel biega jeszcze szybciej, a mistrz świata w sprincie całkowicie pozostaje poza Twoim zasięgiem. Jeśli jesteś zdolny do odbycia stosunku raz na dobę, to możemy uznać, że Twoja potencja jest na zadowalającym poziomie. Jeśli zaś możesz to robić dwa razy dziennie, jest już nieźle. Jeśli więcej, to już jest bardzo dobrze.
Teraz dochodzi nam kwestia przerwy, czyli czasu potrzebnego na odzyskanie sprawności. Inaczej będzie, gdy dojdzie do ponownego zbliżenia po kilku godzinach, a inaczej, gdy po kilku minutach. Przepaść jest w tym wypadku kolosalna. O wiele większa niż zdajemy sobie sprawę. Skrócenie czasu regeneracji z dwóch godzin do kilkunastu minut jest wielkim wyzwaniem dla mężczyzny.
Tu zapewne wejdą mi w słowo medycy, ze swoimi teoriami na temat norm. Według tych teorii, zdrowy mężczyzna potrzebuje od kilkunastu minut do kilku dni na regenerację po stosunku. Też mi norma. Nie jestem zwolennikiem ani minimalizmu ani maksymalizmu. Kilka dni na regenerację? To ma być norma dla męskiej potencji? Proszę sobie nie żartować. Sprawa wbrew pozorom jest poważna. Jeśli ktoś może mieć erekcję tylko dwa razy na tydzień, to na pewno z jego potencją nie jest dobrze. Teoretyczne mądrości nic mnie nie obchodzą w tym wypadku!
Powiem szczerze. Gdy nie możesz kochać się częściej niż raz na dwa dni, powinieneś iść do lekarza. Jeśli ten powie, że to nic złego i jest w normie, podziękuj mu grzecznie i poszukaj bardziej kompetentnego lekarza. To nie jest dopuszczalna norma dla zdrowego mężczyzny!
No dobrze! A co z wiekiem? Czy te same normy obowiązują dwudziestolatka i pięćdziesięciolatka? Hm…. dlaczego nie? Chciałbym zostać dobrze zrozumiany. W dużej mierze to my sami decydujemy o tym, kiedy stajemy się starzy. Ważne tu będzie zarówno nastawienie psychiczne, jak i dbałość o swoje zdrowie. Odpowiednia dawka ruchu i właściwa dieta. Sporo złego mogą zrobić choroby, wypadki i inne zdarzenia losowe, ale nie zwalajmy na nie wszystkiego. Mądry pięćdziesięciolatek może mieć więcej testosteronu i lepszą potencję niż dwudziestolatek. Nie wierzycie?

Wpływ psychiki i nastawienia na poziom testosteronu

Nie mam zamiaru nikogo obrażać. Jednak ktoś musi to napisać. Sporo osób skazuje się na starość w wieku lat trzydziestu. Z jednej strony cechuje ich nadal nieodpowiedzialność smarkacza, a z drugiej „czują się starzy”. Z niecierpliwością czekają na emeryturę, by wreszcie odpocząć po trudach życia. Biedni i zmęczeni życiem młodzi seniorzy. Nie rozwijają swoich zainteresowań, nie poszerzają wiedzy, a dziwią się, że mają problemy z erekcją. No nie! Cóż to znowu za wymysły? Co ma wspólnego zdobywanie wiedzy z erekcją?
Jeśli czujesz się stary, to jesteś stary. Młodość cechuje się pędem do odkrywania świata, do zdobywania go we wszystkich możliwych płaszczyznach. Nie mówię tu o współczesnej patologicznej młodzieży, która marzy tylko o furze i komórze. Oni będą impotentami już w wieku lat dwudziestu kilku. Po pierwsze dlatego, że brak im ambicji intelektualnej i chęci zdobywania świata, więc za kilka lat będą znudzonymi staruszkami, a po drugie sposób ich odżywiania zrobi resztę.
W naszym kraju dużym uznaniem cieszy się piłka nożna. Osobiście nie przepadam za tym sportem, ale to teraz nieistotne. Przeprowadzono całkiem solidne badania na temat poziomu testosteronu u kibiców. Takiego, czy innego sportu. Okazało się, że gdy wygrywała drużyna, której kibicował dany badany, jego poziom testosteronu podnosił się o około 25%. Jeśli zaś jego drużyna przegrywała, to spadał również mniej więcej o 25%. Wiecie co daje to 25%? To jest kolosalna przepaść! Czasem może oznaczać różnicę między zdrowiem a chorobą. Między dobrą potencją a impotencją!
Tak! Związek między emocjami, a poziomem testosteronu jest większy niż zwykliśmy sądzić. Jeśli więc mamy pozytywne nastawienie do życia, wszystko nas interesuje, chcemy się rozwijać, to automatycznie zwiększa się poziom testosteronu. Gdy chodzimy po świecie niczym stado nieszczęść, wiecznie się użalamy nad sobą, nic nam się nie podoba, to i testosteron zacznie spadać. Przyzwyczaj się do tej postawy, a zostaniesz impotentem.
Mężczyzna musi być zdobywcą. Takich mężczyzn pożądają kobiety, bo podświadomie wiedzą, że mają oni więcej testosteronu i lepszą potencję. Bardzo często mówi się o tym, że problemy z potencją mają swoje podłoże w psychice. Tak. Tylko zapomina się, że chodzi tu nie tylko o utajone lęki i podobne kwestie, ale o nastawienie do życia. Męskość to pęd do rozwoju, to pragnienie walki!
Tu potrzebne jest wyjaśnienie. Nie mam na myśli walki polegającej na obijanie twarzy komu popadnie, lecz jako aktywną odpowiedzialność za swoje życie. Od razu też dopowiem, że kobiet również powinna cechować dynamika i dążenie do rozwoju, choć będzie się przejawiało nieco inaczej. Podobają mi się kobiety z charakterem, a nie bezbarwne lale z pokazów mody! Silikon urody nie daje, ani też nie dodaje kobiecości.

FEEDBACK