Rate this post

Od małżeńskiego obowiązku do wysokich wymagań

Temat afrodyzjaków wcale nie jest taki nowy, jak mogłoby się wydawać. Porady na temat środków poprawiających potencję czy też kobiece libido są dużo starsze niż internet. Piszę to z pewną ironią, bo czasami można odnieść wrażenie, że niektórzy młodzi ludzie liczą historię ludzkości właśnie od powstania światowej sieci. Moi Drodzy, wcześniej były książki, a jeszcze wcześniej ściany budowli i jaskiń.
Podróżując poprzez wieki możemy natknąć się na sporo ciekawych przepisów na potencję. Pomijając niechlubną (moim skromnym zdaniem) epokę wiktoriańską, dla większości mężczyzn największym bodźcem erotycznym były reakcje partnerki. Bynajmniej to nie żart. Stąd można wyciągnąć wniosek dość interesujący, że środki zwiększające bezpośrednio kobiece libido pośrednio poprawiają także męską potencję. Gdyby ktoś miał co do tego wątpliwości, to wystarczy się zastanowić ile przyjemności wyciąga się z seksu z gorącą partnerką, a ile z oziębłą. Jestem gotów bronić tej tezy do upadłego. Pozostaje tylko współczuć mężczyznom, których partnerki sprowadzały wszystko do „małżeńskiego obowiązku” i funkcji prokreacji.
Dziś taka postawa ze strony kobiety wydaje się przeżytkiem, ale ciągle jeszcze występuje. Jednak większość pań wie czego chce i wie też czego ma od nas wymagać. My zaś musimy się zacząć bardziej starać i siłą rzeczy zwracamy się ku starym przepisom. Jako mężczyźni stoimy przed poważnym wyzwaniem. Żywieni przewożonymi produktami, zbyt mało zażywający ruchu nie zawsze potrafimy sprostać oczekiwaniom kobiet.

Już starożytni Egipcjanie…

Problemy z potencją są obecnie nagminne, ale nigdy mężczyźni nie byli od nich całkowicie wolni. Nawet jeśli ktoś nie miał z tym problemów, to nierzadko pragnął mieć jeszcze lepszą potencję i zaspokoić większą ilość kobiet.
Jeśli wierzyć pewnym publikacjom pierwszy przepis na miksturę pozwalającą mężczyźnie przedłużać stosunek, znajduje się w Egipcie i został zapisany hieroglifami. Pochodzi z ok. 1700 roku p.n.e i zawiera między innymi liście akcji, miód i taninę. Od razu stwierdzam, że mam pewne wątpliwości odnośnie tej informacji. Nie dlatego, by wtedy nie stosowano podobnych środków, ale w związku z sugerowanym zapisem.

Wielcy lekarze przeszłości

Wielu starożytnych i średniowiecznych lekarzy umieszczało w swych dziełach przepisy na środki poprawiające potencję. Wystarczy przywołać sławnego Majmonidesa. W jego formule znajdował się między innymi pieprz, cynamon i gałka muszkatelowa.
Musimy pamiętać, że dawni wielcy lekarze znacznie różnili się od współczesnych, których zresztą trudno nazwać wielkimi. Byli zwykle filozofami, a po trochu również alchemikami, magami i wreszcie teologami. Dość ciekawa to mieszanka profesji. Istotne jest jednak to, że zajmowali się zwykle władcami. Ci zaś lubili sobie folgować w życiu seksualnym i obok żony lub zon, miewali kochanki. Wiadomo, że im więcej kobiet tym większą trzeba mieć potencję. Poniekąd to nie tylko kwestia rozkoszy, ale też prestiżu. Gdy jakiś król był wierny całe życie jednej kobiecie, jak choćby angielski monarcha Jerzy III, usłużni lekarze wszelkich problemów zdrowotnych dopatrywali się we wstrzemięźliwości władcy. Już oni dobrze wiedzieli skąd się brały jego psychiczne zaburzenia. Więcej seksu trzeba Waszej Wysokości!

Płodność władcy i inne perypetie

Brak kochanek u panującego był rzeczą podejrzaną. Natomiast bujna potencja, choć nierzadko prowadziła kraj do ruiny, była symbolem ogólnego urodzaju. Im bardziej sięgamy w przeszłość tym mocniej ten związek był akcentowany. Jego korzenie giną w mroku epoki matriarchatu, w której rola męskiego króla sprowadzała się do zaspokajania królowej oraz jak największej ilości kobiet w święto urodzaju.
W późniejszych okresach królowie pozwalali sobie na wiele. Nie zawsze ich żony znosiły to spokojnie i niekiedy trzeba było je poskramiać zamykając w więzieniu. Tak zrobił król Henryk II ze swoją żoną Eleonorą Akwitańską, gdy ta w porywie zazdrości próbowała go zadźgać sztyletem. Sama Eleonora też święta nie była i niejeden rycerz padł w walce o nią, a kilku mogło się poszczycić zdobyciem serca wielkie damy. Ha. Nie tylko serca!
Za to król Alfonso Kastylijski był dość wstrzemięźliwy dopóki nie poznał pięknej żydówki i omal przez to nie doprowadził do zagłady królestwa. Ile za to miał kochanek nasz król Kazimierz Wielki tego żaden historyk nie zliczy. Jednak nie przeszkadzało mu to wcale prowadzić bardzo rozsądną politykę. Może właśnie pomagało?
O wyczynach seksualnych Katarzyny Wielkiej czy Augusta Mocnego pewnie już słyszeliście, ale czy wiadomo Wam o wielkich państwowych haremach dyktatora Korei Kim Ir Sena? Sprowadzano do nich kobiety z całego świata. Niektóre porywano. Były ich tysiące i tworzyły tzw. zespoły satysfakcji. Czyjej satysfakcji? Ano dyktatora a później jego syna Kim Dzong Kila. Pod koniec życia dyktator starał się przedłużyć swoją egzystencję krwią dziewic. Coś Wam się kojarzy z wampirami?
Jak widać władza zawsze wiązała się z seksem. Im bardziej władza absolutna tym bardziej na seks zachłanna. Zachłanna absolutnie i sprzeciwu nie znosząca. Wielu dwudziestowiecznych dyktatorów po prostu gwałciło setki swoich poddanek. Nawet osławiony i niesłusznie wybielany Kennedy zrobił z Białego Domu niemal dom publiczny. Cóż. Nie ma co się oburzać, wszak to instytucja bardzo publiczna.

Potencja Don Juana pod lupą

Długo można wymieniać postacie historyczne i ich seksualne perturbacje. Natomiast śmieszy mnie bardzo, gdy na różnych portalach czytam o tym co jadł Don Juan, by poprawić swoją potencję. Prawda jest taka, że jest to postać legendarna i do końca nic o niej pewnego nie wiadomo, a już na pewno nie ma rzetelnych informacji na temat używanych środków na potencję. Niemniej autorzy takich tekstów wykorzystują łatwowierność czytelników mnożąc niestworzone historie. Gdy tymczasem prawdziwa historia przynosi o wiele ciekawsze wiadomości.

Seks i kanibalizm

No dobrze cofnijmy się jeszcze raz w przeszłość. Dość długo dobrą sławą cieszyły się pewne pokarmy nie dlatego, że rzeczywiście podnosiły potencję, lecz po prostu przypominały kształtem genitalia. Zjadano też dość często prawdziwe genitalia niektórych zwierząt słynących z płodności, by posiąść ich siłę magiczną. Choćby królika. W krajach Afryki jeszcze do niedawna zjadano części ciał wrogów, serce by posiąść odwagę, a członka by zwiększyć swoją potencję. Cesarz Bokassa został wprawdzie uniewinniony z zarzutu kanibalizmu, co jednak nie znaczy, że tego nie robił. Miał 17 żon.
Zwolennikiem brutalnego seksu i pożerania ciał wrogów był również inny okrutny afrykański dyktator – Idi Amin Dada.

Najwięksi tyrani ostatniego stulecia

Stalin nie miał bujnego życia seksualnego. Był brutalny dla kobiet, a niektórzy podejrzewają go o ukryty homoseksualizm. Jego najbliższy współpracownik Beria wyłapywał na ulicach Moskwy dziewczęta i gwałcił je w swojej rezydencji. W ten sposób uległy mu setki kobiet, którym zrujnował życie.
Hitler miał poważne zaburzenia seksualne. Jego praktyki w tym zakresie są niemniej bulwersujące niż wyczyny w innych dziedzinach życia. Kazał się kopać swoim „partnerkom” i oddawać im na swoją twarz mocz i kał. Większość kobiet, którymi się zainteresował doprowadził do samobójstwa. Robił im pornograficzne szkice i tak kontynuował przerwaną karierę malarską. Mimo licznych związków najprawdopodobniej był impotentem.

Seksualne kompleksy

Tak sobie myślę, że wszyscy ci władcy mieli przede wszystkim poważne kompleksy na tle seksualnym, które pokrywali brutalnością lub nadmiarem kochanek. Nie zawsze oznaczało to osiąganie satysfakcji seksualnej. Jak wspomniałem było nierzadko sprawą prestiżu. Nieraz zawodziły ich męskie siły i rzadko naprawdę zaspokajali kobiety. Seks z Napoleonem nigdy nie trwał dłużej, jak trzy minuty. Piszę to na wypadek, gdyby któryś z panów poczuł zazdrość i zatęsknił za takim życiem. U sześćdziesięcioletniego i rozwiązłego Mao wykryli lekarze stulejkę. Jedno z jego jąder nigdy nie zstąpiło do moszny, a sam wielki dyktator był przekonany, że każdy mężczyzna ma tylko jedno jądro. Zarówno on, jak i wielu innych dyktatorów padło ofiarą chorób wenerycznych. Nie ma czego zazdrościć. Chociaż…
Podsumowując – wszelkie kompleksy erotyczne radzę zwalczać w bardziej rozsądny sposób. Są przecież dobre przeparty na potencję. Mamy też do dyspozycji seksuologów. W ostateczności pozostają książki i publikacje. Wrażliwa partnerka także może pomóc.

FEEDBACK