Rate this post

O poziomie porad i treści związanych z seksem – w mediach i internecie

Niewiele jest tematów, które tak bardzo poruszałyby naszą wyobraźnię jak seks. Niewiele też jest takich, o których nie wypisywano by tylu dziwnych teorii, by nie napisać tu wprost – bzdur. Nie chciałbym, aby te blog był kolejnym miejscem, w którym znajduje się albo tylko i wyłącznie reklama środków na potencję, albo różne dziwaczne a nieprzydatne porady lub też masa wulgarnych opowiadanek, które to bardziej męczą niż podniecają. Wolałbym raczej przekonać Was, że seks to nie tylko marketing preparatów na potencję, nie tylko tajemna sztuka internetowych mądrali i bynajmniej nie domena wulgaryzmu.
Co do samych środków na potencję nie mam nic przeciw nim. Wiem, że dla wielu osób okazały się elementem przywracającym poczucie własnej wartości, poczucie męskości i pozwoliły im na nowo cieszyć się seksem. Dlatego nie widzę powodu, by zaprzeczać ich przydatności. Co nie znaczy, że z seksem nie wiążą się też inne sprawy.
Na przeróżnych portalach pojawia się masa mądrości i ciekawych porad. Czytamy je, bo jak już wspomniałem seks to interesujący temat. Szybko przekonujemy się, że nie jesteśmy poważnie traktowani. Ujmując rzecz kolokwialnie – wciska się nam kit. Niedawno czytałem artykuł, którego autor (może autorka) odwodził, że otyli mężczyźni są lepszymi kochankami. Ha, argument mający za tym przemawiać był najdziwniejszy, jaki można wymyślić w narkotykowym zwidzie. Otóż chodziło o to, że otyły facet dodatkowo stymuluje w czasie stosunku łechtaczkę partnerki brzuchem. No cóż. Moja wyobraźnia się poddała, bo wiedza na temat fizjologii zrobiła to kilka minut wcześniej.
Za nic w świecie nie wiem, jak coś takiego mogłoby być możliwe, by w jakiejkolwiek pozycji seksualnej można było stymulować łechtaczkę brzuchem niezależnie od jego wielkości. Jak widać poziom internetowych porad ciągle wzrasta. Oj wzrasta.
Nawet seksuolodzy bywają dość powściągliwi Zaprasza się ich do programów telewizyjnych i radiowych, a ich wypowiedziom nie brakuje niczego prócz treści. Słuchając wykrętnych odpowiedzi na pytania, zaczynam tęsknić za stylem prof. Wisłockiej. To chyba ciągle najsensowniejsza autorka książek o seksie, jakie wydano w naszym kraju. Konkret. Tej opinii będę bronił do upadłego.
Są jeszcze płatne kursy, które sporo obiecują, a niewiele dają. Zwykle, jak to zauważył nasz Czytelnik, są promocją ich autora, a nie przekazem konkretnej wiedzy. Dobry sposób zarabiania pieniędzy dla jednych, a do tracenia ich dla innych.
Zaś sama wulgarność. Ponoć dla wielu jest podniecająca. Dla mnie nie. Wulgarność pozostaje wulgarna, tak jak masło maślane. Nie lubię wulgarnych kobiet. Brak rozbudowanego słownika, analfabetyzm, czy zwykła głupota i chamstwo, nie są w moim mniemaniu afrodyzjakami. Nieraz zdarzyło mi się zwrócić uwagę na piękną dziewczynę i wszystko było dobrze, póki się nie odezwała. Nagle czar pryskał, a moje zainteresowanie znikało szybciej niż wiara w przedwyborcze obietnice polityków. Z tego samego powodu nie czytuję tzw. opowiadań erotycznych. Możecie nazwać mnie snobem. Co mi tam.

Rutyna i brak rutyny – paradoks płci

Przy tym wszystkim trudno się w seksie ustrzec rutyny. Bo brak jakichkolwiek wskazówek. Wszyscy o tym piszą, by się rutyny wystrzegać, a przy okazji piszą to jakże rutynowo. Chcę jednak spojrzeć na to w pełnym dziennym świetle choć zwłaszcza pnie nie za bardzo lubią seks przy świetle. Kłopot polega na tym, że zdarza się, iż jedno z partnerów właśnie za rutyną przepada. Kolejność pieszczot, określone wzorce zachowań właściwe dla tej relacji, prowadzą do podniecenia, a zmiana paradoksalnie niekoniecznie.
Zwykle taką postawę częściej przejawiają kobiety, choć nie jest to jakaś złota reguła. Panowie wolą bardziej urozmaicenia i problemy zaczynają się wówczas, gdy preferencje partnerów w tym względzie są całkiem odmienne.
W przypadku zmian, panowie wolą drogę rewolucji a panie ewolucji. Co oznacza, że bardziej ufają drodze małych kroków i niewielkich odstępstw od dotychczasowych wzorców. Co wtedy pozostaje? No cóż, tu nie będę odkrywczy. Rozmowa i kompromis.
Co jednak oznacza rezygnacja z rutyny? Zmianę pozycji? Inną kolejność pieszczot? Nagłe przejście od długiego wstępu do tzw. szybkich numerków? Seks na śniegu lub deskorolce? Trochę tak, trochę nie!

Cel seksu

Skoro już piszę dziś o głupstwach to zadam Wam głupie pytanie. Jaki jest Wasz cel, który chcecie osiągnąć uprawiając seks? Tak szczerze i uczciwie odpowiedzcie sobie na to pytanie. Nikt go nie zdaje, a szkoda. Bo odpowiedź wcale nie jest taka jednoznaczna. Co naprawdę jest pierwszoplanowym celem? Zaspokojenie? Swoje czy partnerki/partnera? Może prokreacja? To dwie najczęściej udzielane odpowiedzi. Każda z nich niesie pewne zagrożenia.
Właściwie mamy tu więcej wariantów. Zaspokojenie siebie grozi nam tym, że będziemy lekceważyć pragnienia i odczucia drugiej strony. Więc wprowadzamy do seksu co nam się podoba. W razie protestów będziemy czuć się pokrzywdzeni. Zabierają nam ulubione zabawki.
Zaspokojenie partnera/partnerki? Pięknie, ale można dojść do tego, że przemieni się wszystko w spełnianie obowiązku i nic więcej. Katastrofa dla relacji. Obowiązek małżeński. Brrr. Czeka się na ten orgazm partnera/partnerki, by móc wreszcie skończyć i zająć się czymś przyjemniejszym. Już? Jeszcze nie ma?
Prokreacja sprawia, że możemy zanadto utylitarnie podejść do seksu. Wbrew różnym umoralniającym stwierdzeniom, seks dla samej prokreacji nie jest niczym szczytnym. Tu nie chodzi o to, czy decydujecie się na dzieci czy nie. Chodzi o to, jak traktujecie siebie i swojego partnera. Widziałem zbyt dużo kobiet, dla których mężczyzna stał się jedynie narzędziem dla spłodzenia dziecka. Mężczyzn tak wykorzystujących kobiety też. Takie związki nie trwają długo. Albo się rozpadają, albo stają się piekłem dla wszystkich, łącznie z tym dzieckiem. Wykorzystanie drugiej strony w taki sposób, jest jedną z najbardziej perfidnych form egoizmu.
Żeby było jasne. Albo partner stoi na pierwszym miejscu, albo krzywdzi się i jego i dziecko.

Prawidłowa odpowiedź

Co z tego wynika? Odpowiedź na pytanie o cel, wskaże Wam dopuszczalne wariacje w przełamywaniu rutyny. Jaka jest prawidłowa odpowiedź na to pytanie? Myślę, że taka, iż powinno być Wam dobrze razem. Z podkreśleniem tego „razem”. Nie jej, nie jemu, lecz im „razem”. Decyzja o dziecku też musi być bardzo przemyślana i podjęta wspólnie. Nigdy nie może być jedynym celem podjęcia współżycia, bo krzywdzi się dziecko nim jeszcze się je spłodzi.
Nie o morały tu chodzi, lecz o zadowolenie z seksu i z życia. Im więcej porad i sugestii, tym jakby tego zadowolenia mniej. Nie zawsze konieczne jest szukanie nowych pozycji. Na pieska, na lampkę czy na pajaca… Ważniejsze jest odkrywanie tajemnicy drugiej osoby. Cieszenie się chwilą. To jest intymność. W przeciwnym razie po latach stwierdzisz „Zaliczyłem 127 pozycji z 512 wariantami i jestem rozczarowany”.

FEEDBACK