Rate this post

Jeszcze raz o znaczeniu wielkości penisa

Nam mężczyznom ciągle zarzuca się, że za bardzo skupiamy się na swoim penisie. Poniekąd to prawda. Jednak chciałbym nieco usprawiedliwić te nasze męskie obsesje. Nie po to, by uwolnić się od potrzeby delikatności i czułości wobec partnerki ani też dla wymigania się od gry wstępnej itd. Nie. Wcale nie dlatego. Raczej chodzi tu o to, by panie zrozumiały nas nieco lepiej, a może i my sami powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, co nami kieruje. Bo chyba większość z nas też tego nie rozumie.
Cały czas czytamy artykuły, w których dowodzi się, że wielkość penisa nie ma znaczenia dla kobiet. Niekiedy pojawiają się opinie przeciwne. Czyżby w tym drugim wypadku chodziło tu tylko o marketingową sztuczkę i wpędzanie nas w kompleksy, co ostatecznie ma skutkować kupieniem przyrządów czy tabletek powiększających penisa?
Zapewne niektórzy spece od reklamy taką właśnie mają intencję. To jednak wcale nie zbliża nas do prawy. Intencja intencją, ale jak to właściwie jest. Czemu mimo wszystko miewamy podejrzenia, że sprawa nie jest taka prosta i oczywista?

Społeczne wymagania – lepszy drań niż beksa

Spójrzmy na to z zupełnie innej strony. Męskość jest pojęciem mającym pewną treść. Treść ta została ukonstytuowana społecznie. Większość kobiet spodziewa się, że mężczyzna będzie mniej więcej do tej treści „pasował”. Deklarowany feminizm, czy inne poglądy nie mają tu nic do rzeczy. Przecież żadna kobieta nie chce, by jej partner okazał się beksą, która nie potrafi radzić sobie z życiowymi przeciwnościami. Przyznam, że trzeba silnego psychicznego skrzywienia, aby pragnąć takiego mężczyzny, który rozkleja się z byle powodu. Co nie zmienia faktu, że tacy zdarzają się ostatnio coraz częściej.
Jasne, że wymarzony partner współczesnej kobiety powinien szanować jej zdanie i zanim się liczyć, ale musi też umieć podejmować decyzje szybko i sprawnie oraz walczyć o siebie i swoich najbliższych. Innymi słowy musi nieustannie udowadniać, że jest mężczyzną. Nikt nie powie kobiecie, że nie jest kobietą. To wydaje się absurdalne. Co innego z mężczyznami. Nam można zarzucić to, że nie jesteśmy mężczyzną! „Z ciebie to…, a nie facet!” – jedna z największych obelg jakie można usłyszeć.
Nie ujmując nic problemom kobiecym, mężczyźni nieustannie i już praktycznie od dzieciństwa muszą udowadniać swoją męskość. Bardzo mocno wbija się w nas ten lęk przed okazaniem się „niemęskim”. Nie chodzi tu nawet o atuty fizyczne, bardziej o nastawienie psychiczne. Choć i słabość ciała może spotkać się podobnym napiętnowaniem. Gdy ktoś nie potrafi przesunąć mebli, odkręcić słoika…. Wszak tego od nas kobiety oczekują. To jest domena mężczyzn i o męskości świadczy. Ha! Idealny jest czuły twardziel, ale ostatecznie kobieta szybciej wybaczy brak delikatności niż bycie ciapą. Niektóre nawet wolą typ niewrażliwego drania. Żadna za to nie będzie przepadała za niemęskim facetem.

Prawdziwy mężczyzna w sypialni, czyli męskość a potencja i wielkość penisa

Teraz przełóżcie sobie to wszystko na sytuację w sypialni. Tu znowu kobieta nic udowadniać nie musi, a mężczyzna zawsze. Ostatecznie może odbyć stosunek bez podniecenia i przyjemności. Nie twierdzę, że jest to dobre. Jest możliwe. Kobieta może w seksie być całkowicie bierna. Dziś mało komu to będzie się podobało, ale wciąż się zdarza.
Mężczyzna musi mieć erekcję. To już pierwsza rzecz, jaką musi. Fakt, że można sobie poradzić innymi sposobami i doprowadzić partnerkę do orgazmu, ale brak erekcji i tak zostanie odebrany jako kompromitacja. Przede wszystkim przez samego mężczyznę. Właśnie dlatego, że nie okazał się prawdziwym mężczyzną. Inna sprawa, że partnerka może zacząć podejrzewać, że nie jest dla niego wystarczająco atrakcyjna.
Kolejna sprawa to czas trwania stosunku. Znowu wytrysk przedwczesny będzie postrzegany, jako coś może już nie tyle niemęskiego, ale na pewno niedojrzałego. Kolejny powód do stresu i psychicznego napięcia. Znowu coś trzeba pokazać – udowodnić.
Teraz możemy wrócić do tej nieszczęsnej wielkości. Niby nie ma znaczenia. Jeśli jednak penis jest naprawdę mały i nie ma nawet tych dajmy na to 13 cm, co i tak jest już niewiele, to każdemu facetowi w takiej sytuacji będzie głupio. Raczej trudno będzie mu uwierzyć zapewnieniom partnerki, że jej to nie przeszkadza. Zwłaszcza takiej, która ma nieco więcej doświadczenia i jakieś porównanie. Pozbyć się kompleksów? Tak, to łatwo napisać, bo papier lub raczej plik komputerowy jest dość cierpliwy i nie takie rzeczy zniesie.

Bezużyteczne statystyki i prawdziwe powody powiększania członka

O to właśnie chodzi w całym tym bałaganie związanym z powiększaniem penisa. Tu wbrew pozorom nie jest ważne, czy zbierze się opinie pań twierdzących, że to nie ma znaczenia, czy też stawiając nieco inaczej pytanie udowodni się coś przeciwnego. W zasadzie w takich badaniach udowodnić można co się tylko chce. Inaczej odpowiedzą kobiety na pytanie wprost „czy wielkość penisa ma dla pani znaczenie?”, a inaczej na „czy chciałaby pani by partner miał bardzo małego penisa?”. Sami sobie odpowiedzcie na pytanie, jakie będą wyniki takich statystyk.
Tak jak wspomniałem. Nie o to chodzi. Najważniejsze jest to, czy w sypialni tak jak i w życiu okażemy się wystarczająco męscy. Większości się wydaje, że facet próbuje coś tam udowodnić kobiecie. Nie. On przede wszystkim męskość musi udowadniać samemu sobie. Niemal od kołyski do próżnej starości. Dopiero potem kobietom, czy komu tam jeszcze.
To dlatego tak nas niepokoją nawet chwilowe niedyspozycje i spadki potencji. Ów wyuczony przymus jest silniejszy niż zdrowy rozsądek. Nim więc ktokolwiek zacznie potępiać panów kupujących środki czy urządzenia powiększające penisa, powinien dobrze zrozumieć sytuację.
Ktoś złośliwie stwierdzi, że męskość udowadnia się inaczej niż przez dodanie kilku centymetrów w tym newralgicznym narządzie. Może i tak, ale to zawsze pozostanie dla nas przedmiotem troski. Może niekoniecznie, gdy będzie przynajmniej średniej długości, ale w przypadku małego penisa nie ma sensu tłumaczenie, że to nie ma znaczenia. Ma i już!

FEEDBACK