Rate this post

Autor pragnie już na wstępie wyjaśnić, że wszystkie podobieństwa do dzieł klasyków są tylko częściowo nieprzypadkowe i niezamierzone. Prezentowana tu opowieść nie ma na celu ani ośmieszenie żadnego klasyka, ani też urażenie uczuć jego miłośników.

Kryzys wieku średniego

W życiu pana K nie było nic godnego uwagi. Nic takiego co mogłoby zainteresować pisarza, czy dziennikarza lub jakiegoś innego poszukiwacza sensacji. Pisanie o panu K wydawać się mogło zajęciem zupełnie pozbawionym sensu. Trudno wszak tworzyć literaturę w oparciu o krystaliczną i niczym nie zakłócaną przeciętność. O coś, co niegdyś nazwano by mieszczańską poprawnością. Wszystko do czasu…
Podobno po czterdziestym roku życia, gdy przychodzi tzw. kryzys wieku średniego, mężczyźni zaczynają robić rzeczy dziwne. Rozsądny i ustatkowany ojciec i małżonek nagle z dnia na dzień może wpaść na pomysł co najmniej kontrowersyjny. Nie wiem, czy i na ile reguła ta się sprawdza. Dość powiedzieć, że w przypadku pana K sprawdziła się aż nadto. A może nie? Spójrzcie sami…

„Kochanie, powiększę sobie penisa”

Pewnego jesiennego, ale jeszcze słonecznego dnia, pan K wszedł o poranku do kuchni. Jego mina zdradzała wielkie zadowolenie z siebie. Wciągnął z ukontentowaniem w nozdrza zapach świeżo parzonej kawy, spojrzał na krzątającą się żonę i rzekł:
„Wiesz kochanie, postanowiłem, że powiększę sobie penisa!” – odpowiedzią był odgłos tłukącego się o podłogę talerza. Żona odwróciła się w jego kierunku, a w jej błękitnych oczach malowało się zdumienie. Jej piękna twarz zdradzała oznaki oszołomienia.
„Co?!” – odrzekła niepewnie i można było odnieść wrażenie, że z trudem łapie oddech.
„Po co ci większy penis?” – dodała po chwili odzyskując nieco mowę i panowanie nad sobą.
„Ależ kochanie – zdumiał się K – myślałem, że po tylu latach naszego pożycia wiesz do czego służy penis.” – jego zaskoczenie niemal dorównywało temu prezentowanemu przez żonę.
„Przecież wiesz, że nie o to mi chodzi. Po jakie licho większy penis? Jesteś niezadowolony z dotychczasowego?”
„Pomyślałem sobie, że może ty jesteś niezadowolona. Czytałem ostatnio wiele na ten temat i uznałem, że czas poprawić nasze życie seksualne”.
Pani K nie odpowiedziała. No bo cóż było odpowiedzieć? Pomysł przyszedł tak nieoczekiwanie, że musiała spokojnie wszystko przemyśleć. Łącznie z wizją, która właśnie przemknęła jej przez głowę. Jej spokojny i zrównoważony dotąd małżonek pod stałym nadzorem psychiatry. Co ludzie powiedzą?
Wypili w milczeniu kawę i każde z nich udało się do swojej pracy. Na szczęście dzieci były akurat na kilkudniowej szkolnej wycieczce, więc istniała nadzieja, że kryzys zostanie zażegnany do ich powrotu.

Wizyta u lekarza

Wbrew obawom żony pan K w pracy zachowywał się jak zawsze normalnie. Był ucieleśnieniem profesjonalizmu. Bynajmniej nie opowiadał kolegom czy klientom o swoim nowym planie powiększenia penisa. Na to był zbyt rozsądny. Nie pozwalała mu też etyka zawodowa.
Dopiero po wyjściu z pracy powrócił do swojego pomysłu. Od razu pomaszerował do swojego lekarza, u którego leczył się od lat. Kolejka do gabinetu nie była długa, więc już po godzinie siedział naprzeciw życzliwego staruszka i wyjaśniał co go sprowadza. Lekarz nie zareagował tak gwałtownie, jak pani K, ale również był zdziwiony:
„Przyjacielu, na tyle na ile się orientuję pańskiemu penisowi nic nie brakuje…”
„Jak to nie – oburzył się K – brakuje mu przynajmniej kilku centymetrów!”
„Czy pana żona też tak uważa? W zasadzie jej zdanie powinien pan brać pod uwagę. Jest to przecież wasza wspólna sprawa, że się tak wyrażę, wspólny interes”
„Muszę przyznać, że żona nie wykazała należytego entuzjazmu. Jednak myślę, że jest zaskoczona i gdy wszystko sobie na spokojnie przemyśli, zgodzi się ze mną” – zapewnił pan K.
„W takim razie może nie ma się gdzie spieszyć? Poczekajmy na to, aż żona upora się z nową sytuacją…”
„Panie doktorze. Moje życie ucieka. Przemija. Co to za życie dla mężczyzny z małym penisem. Życie wręcz stracone. Brakuje mi seksualnego pełnego spełnienia…”
„Wszak ma pan kochającą małżonkę i wspaniale dzieci? Czy to nie daje panu spełnienia?”
„Wiedzę, że pan mnie nie rozumie doktorze. Ja potrzebuję czegoś więcej. Tęsknie za tym, żeby być samcem alfa…”
W tym momencie rozmowa się urwała. Doktor ważył kolejne argumenty, ale K nie miał już ochoty go słuchać. Rano czuł się tak dobrze, a tu ciągle spotykał się z rozczarowaniami. Nikt go nie rozumiał. Ani żona, ani stary zaprzyjaźniony lekarz. Może powinien pójść do kochanki? Czy pan K miał kochankę?

Rozterki pani K

Pani K miała o wiele większe trudności z zachowaniem tajemnicy w pracy. Nie dlatego, by nie była profesjonalistką jak jej mąż. Jednak była od niego o wiele bardziej wstrząśnięta. Przynajmniej gdy chodzi o czas przed rozmową pana K z lekarzem. Pani K cały czas nerwowo spoglądała na zegarek. Była nawet jakby nieco opryskliwa dla otoczenia. By zrozumieć co ją gnębiło musimy sobie coś wyjaśnić.
Otóż pani K nie była specjalnie przeciwniczką powiększania penisa. Nie była też zwolenniczką małych męskich członków. Właściwie nigdy się nad tą kwestią nie zastawiała. Jak wszyscy stykała się z reklamami środków powiększających penisa, ale – jak wszyscy lub raczej większość – przechodziła nad nimi do porządku dziennego.
Teraz nurtowało ją kilka myśli. Nie była pewna o co naprawdę chodzi jej mężowi. Obawiała się rozstroju psychicznego małżonka i konsekwencji takie stanu rzeczy. Było jeszcze coś, do czego bala się przyznać nawet sama przed sobą. To tajemnicza obawa, że po powiększeniu narząd pana K nie będzie już funkcjonował tak jak powinien. Nie będzie chyba dalekie od prawdy stwierdzenie, że właśnie tego obawiała się najbardziej.

FEEDBACK