Rate this post

Pan K u kochanki

Pan K przeżywał straszne katusze wchodząc po skrzypiących schodach do mieszkania swojej kochanki. Nie muszę wyjaśniać Czytelnikom, że w tej szczególnej sytuacji bardzo zależało mu na dyskrecji. Jednak wspomniane schody nic sobie z tego nie robiły i skrzypiały wkładając w to całą złośliwość rzeczy martwych. W pewnej chwili K przemknęła przez głowę myśl, iż nie wiadomo czemu piękna kobieta mieszka w takiej ruderze. Pojawiło się nawet poczucie winy. Gdyby była kochanką bogacza, a nie biednego uczciwego urzędnika, pewnie miałaby już dawno piękną willę.
Ta bezinteresowna miłość, jej dowód w postaci skrzypiących schodów, bardzo rozczuliła pana K. Był bowiem mężczyzną wrażliwym! Teraz postanowił wynagrodzić kochance te lata wyrzeczeń złożonych na ołtarzu miłości. Ucieszy ją swoim nowym projektem powiększenia penisa.
Nie będę opisywał ani czułego powitania, ani tego co nastąpiło potem. Dorośli Czytelnicy powinni się domyślić, a ci mniej dorośli domyślą się za czas jakiś (tak optymistycznie zakładamy!). Z punktu widzenia naszego studium natury ludzkiej bardziej interesujące jest to co nastąpiło później, czyli rozmowa o powiększaniu penisa.
„Nie chcę ci niczego narzucać” – powiedziała Elza (tak zgodnie z wymogami gatunku miała na imię kochanka pana K) – „Czy jednak jest to konieczne?”
„Uważasz, że nie” – zapytał
„Nie wiem. Waham się. Jakże mam odpowiedzieć, gdy brak mi punktów odniesienia?” – na te słowa znów K się rozczulił. Skąd kobieta wierna ma takie rzeczy wiedzieć? Oto świadectwo niezachwianej miłości. My wiemy, iż była to tylko poza, albowiem doświadczenia Elzy wykraczały daleko poza narząd pana K. Nie obce jej były różne wielkości i rozmiary, ale czyż mogła się do tego przyznać? Na pewno nie na tym etapie dramatu.
Wahał się też K. Cóż ma jej powiedzieć. Ona pierwsza nie odradza mu tego kroku i już samo to było pocieszające. Niestety nie tryskała też optymizmem na wieść o zamierzeniu…
„Zobaczysz” – powiedział w końcu – „Na pewno Ci się spodoba”.

Żona pana K nadal rozmyśla o powiększaniu penisa

Tymczasem żona wróciła do domu. Poranna rozmowa z mężem ciągle ją prześladowała. Cóż ma o tym myśleć? Jak się zachować? Wszystkie prace domowe szły jej bardzo niemrawo tego dnia. Niedługo powinien wrócić K, a tu jeszcze obiad niegotowy. Musimy w tym miejscu zrozumieć, że rodzina K była bardzo konserwatywna i tradycyjna. Właśnie dlatego nowy element w postaci powiększania penisa zasiał taki zamęt i zburzył dotychczasową równowagę, a nawet złamał konwencję. Widać już wyraźnie, że mamy do czynienia ze zderzeniem niemal tak dramatycznym jak w sztukach Ibsena!
Kolejnym ciosem był telefon od ich znajomego lekarza (gdzie tu zachowanie tajemnicy lekarskiej?). Doktor opowiedział jej o rozmowie, jaką przeprowadzić z K. Poradził, by nie wpadała w panikę, lecz raczej zaopatrzyła się w jakieś ulotki i materiały na temat powiększania męskich członów. Trzeba wziąć byka za rogi i zmierzyć się z problemem. Nie wolno chować głowy w piasek itd. Pani K słuchała i przytakiwała, choć wcale nie była pewna, czy tak właśnie należy postąpić.

Nadchodzące zagrożenie…

Tymczasem, żadna z postaci dramatu nie wiedziała jeszcze o tym, do czego prowadzą wszystkie te poczynania. Pani K obawiała się zagrożeń związanych z powiększaniem penis i destabilizacji emocjonalnej męża, Elza nie była pewna czego się bać, ale także się bała. Lekarz miał obawy innego rodzaju. Nie chciał stracić pacjenta. Byłby pewnie bardziej przychylny, gdyby plany K wchodziły w zakres jego kompetencji. Niestety nie wchodziły.
Zaś sam pan K nie bałby się niczego, gdyby nie reakcje otoczenia. Teraz zaczynał coraz bardziej bać się odrzucenia. W jego życiu ważne były dwie kobiety i niezależnie co sobie będziemy myśleli o jego hipokryzji, tak było. Nie chodzi o to, że z żoną było mu źle, że nie zadowalała go seksualnie. Wręcz przeciwnie. Kochanka była mu potrzebna, bo tak nakazywała drobnomieszczańska konwencja. W porządnym i uporządkowanym życiu musiało być miejsce na coś zakazanego.
Więc nasi bohaterowie odczuwali różne lęki. Wywołała je nieoczekiwana decyzja K. Nikt z nich nie wiedział, nie zdawał sobie sprawy, nie przeczuwał nawet, że…
Są instytucje i organizacje, o których się nie mówi i nie pisze. Nikt prawie o nich nie wie. To one żądzą światem. Są tak tajne, że nawet należący do nich członkowie nie zdają sobie w pełni z tego sprawy. O panu K już doniesiono. Zameldowano. Już podjęto kroki. Rozpoczęto śledztwo. Zaangażowano urzędników. Analizowano przepisy. Nadchodziła chwila rozliczenia…

FEEDBACK