Rate this post

Bohater historii powiększania penisa

Podobno każdy przynajmniej raz w życiu ma możliwość zostania bohaterem. Nie wiem, czy można w to uwierzyć. Jednak bywa, że los stawia nas w nieoczekiwanych sytuacjach. Musimy wtedy dokonać trudnego wyboru. To jaki będzie to wybór jest świadectwem siły naszego charakteru. Gdy podejmiemy właściwą decyzję, będzie to dla nas powód do chwały. Będziemy mogli się tym później chwalić. Gdy decyzja będzie zła, raczej rzecz przemilczymy i będziemy starali się o niej zapomnieć. Tylko, czy zawsze warto być bohaterem? Może czasem lepiej jednak pozostać niezdecydowanym tchórzem? Teraz czytając te słowa możecie być oburzeni. Poczekajcie na tę chwilę, gdy życie zażąda i od Was rachunku…
Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy ma się zostać bohaterem historii o powiększaniu penisa. Prawda, że brzmi to cokolwiek głupio? Jakby niestosownie? Czy chcielibyście zobaczyć swoje zdjęcie w gazecie z podpisem „Bohater afery powiększania penisa?”? Ja raczej nie! Nie mam nic przeciw samemu powiększaniu tego narządu, lecz raczej uważam, że jest to sprawa wysoce poufna i prywatna.
Nie za bardzo też kojarzy się z bohaterstwem. Raczej ciąg skojarzeń będzie w tym wypadku biegł w zupełnie innym kierunku. Ani bohater, ani dżigit, ni gieroj, czy wreszcie hero! To nie to. Po prostu nie pasuje. Skoro więc wyjaśniliśmy sobie tę kwestię, możemy wrócić do naszej opowieści, która zaczyna nabierać tempa.

Gdy realia nie odpowiadają standardom, a konwenanse zawodzą

Pan K miał jeszcze inny powód ku temu, by nie zgrywać bohatera. Gdy kilku silnych zamaskowanych facetów wywleka Cię z łóżka w środku nocy, a Ty dziwnym zbiegiem okoliczności nie jesteś superagentem wyszkolonym do walki wręcz z przeważającymi silami wroga i wspieranym sympatią twórców owej sensacyjnej fabuły – nie masz większych szans. Stawianie oporu w tej sytuacji jest nie tylko głupie, jest najnormalniej w świecie niemożliwe. Zamiast błyskotliwego wyskoku, który w życiu nigdy się nie sprawdza, a w filmie wygląda aż nazbyt efektownie, możesz najwyżej potknąć się o własne papucie i zaplątać w piżamę! Na koniec grzmotnąć reprezentacyjną częścią ciała o podłogę.
Pani K również nie miała za sobą przeszłości w tajnych służbach. Nie była nawet zawodową zabójczynią, która dla dobra opowieści straciła na kilka lat pamięć, którą teraz powinna nagle pod wpływem stresu i zagrożenia odzyskać. Piszę o tym z prawdziwym żalem. Cóż za strata dla żądnego poklasku pisarza. Niestety małżeństwo K nie było dobrym materiałem do snucia sensacyjnej powieści. Byli normalni aż do znudzenia.
Oboje zostali bez trudu wywleczeni z łóżek, obezwładnieni i związani. Później wyniesiono ich również bez przeszkód z domu i wrzucono do ciężarówki. Nie zjawił się nawet tajemniczy sojusznik, by ich uratować. Wprost niewiarygodne, ale nie zadziałały żadne konwenanse znane z filmów i książek sensacyjnych.
Istnieje również taka możliwość – o czym wspominam ze smutkiem – że mnie czyli autorowi, zabrakło zdolności i pomysłowości cechującej najgłośniejszych autorów powieści sensacyjnych. Niestety ani pan Ludlum ani pan Coben nie chcieli przyjść mi z pomocą. Gdy usłyszeli, że chodzi o powiększanie penisa bez słowa odłożyli słuchawki telefonu…

Niewesołe rozmyślania

Nasi bohaterowie byli oszołomieni i otumanieni. Nie wiedzieli, gdzie i dlaczego ich przewieziono. Bez oporu pozwolili się zamknąć w małym izolowanym pomieszczeniu. Tam też zdjęto im więzy. Siedzieli w milczeniu. To co się stało było tak nieoczekiwane, że w zasadzie nie wiedzieli o czym mają mówić. Wcześniejsze wydarzenia i pomysł pana K związany z powiększaniem penisa nieco nadwyrężył budowane przez wiele lat zaufanie i małżeńską zażyłość. To także nie sprzyjało temu, by teraz prowadzić rozmowę i wymieniać się spostrzeżeniami.
Mimo tego oboje myśleli o tym samym. Ktoś ich uprowadził i teraz zażąda okupu. Tylko jedno w tej koncepcji nie pasowało. Bynajmniej nie byli bogaci. Nie mieli też bogatych krewnych, którzy mogliby za nich zapłacić okup. O co więc chodziło? Już wkrótce mieli się dowiedzieć…

Początek obrad Wielkiego Tajnego Trybunału

Inaczej to miało wygląda niż typowy proces. Tu najpierw wchodził Trybunał i zasiadał w pustej sali. Trzech ludzi w kapturach omawiało sytuację.
„Czy nie zaszła jakaś pomyłka? To on?”
„Tak, to on.”
„Nie wygląda na takiego, ale właśnie jemu nagle po tylu latach zachciało się powiększać penisa!”
„Czegóż mu brakowało? Ma żonę i nawet kochankę. Powinien być zadowolony…”
„Nasi specjaliści sporządzili już portret psychologiczny i opracowali kontekst socjalny. Na pierwszy rzut oka nie widać tam nic niepokojącego. Jednak po bliższej analizie wykryli u niego lekką tendencję do buntu i przekory.”
„U tego stuprocentowego mieszczucha?”
„Tak. To jest najbardziej niepokojące. Musimy zrozumieć powagę sytuacji. Nie chodzi już tylko o pana K. Nagle może się okazać, że tysiące normalnych i przeciętnych facetów będzie chciało powiększać sobie swoje narządy.”
„Tak, tak. To jest realne zagrożenie dla porządku publicznego. Musimy opanować sytuację i wzmóc kontrolę umysłów. Musimy zdławić bunt w zarodku!”
„Myślę jeszcze nad innymi konsekwencjami, o których powinniśmy pamiętać. Co będzie, gdy kobietom zachce się wielokrotnych orgazmów? Co będzie, gdy wszyscy oni zaczną szukać środków na potencję? Nie możemy do tego dopuścić…”

Pan K zasypia…

Tymczasem pan K zmęczony przeżyciami i niewesołymi myślami zasnął. Nie wiedział jeszcze przed jak poważnymi problemami stanie. Nie wiedział, że zostanie oskarżony i być może skazany. Nie wiedział, że zaliczą go do najgroźniejszych wywrotowców w państwie. Jednak wkrótce miał się dowiedzieć. Jego życie miało się zmienić nieodwołalnie, a wszystko za sprawą pozornie niewinnej zachcianki.

FEEDBACK