Rate this post

Pisarz wobec przeciwności

Nie trzeba być szczególnie wrażliwym, by w tym miejscu zakrzyknąć „Zaiste sytuacja pana K jest nie do pozazdroszczenia”. Jednak sytuacja autora niekiedy wcale nie jest lepsza. Być może nawet należałoby ująć to bardziej dosadnie. Większość Czytelników myśli sobie zapewne, że autor jest zupełnie wolny w kreowaniu opisywanej rzeczywistości. Nawet, gdy pisze o prawdziwych postaciach i faktach, to może sobie pozwolić na pewną dowolność. Moi Drodzy, to tylko pozory. Nic więcej.
Postacie literackie są bardziej kapryśne niż żywi ludzie. Jeszcze na początku pisarz ma coś do powiedzenia. Może narzucić im swoją wolę, ale im dalej, im bardziej się rozwijają, a akcja nabiera tempa, tym bardziej twórca traci nad wszystkim kontrolę. Dosiadł konia, który poniósł, wyrwano mu lejce i teraz skazany jest poddać się biegowi wypadków. Siła jakaś nieznana sadza go przed monitorem, coś każe położyć ręce na klawiaturze, ale co powstaje już nie jest wynikiem jego zamysłu…
Gdyby tylko o to chodziło. Na tym wszak bynajmniej nie kończą się cierpienia pisarza. Oto doszliśmy do takiego punktu, w którym zrazu planowałem podać Wam krwawe opisy tortur. W tym celu przestudiowałem fachowe pisma inkwizytorów, sięgnąłem do własnej nieco wypaczonej świadomości i byłem gotów.
W głupocie swojej i naiwności pochwaliłem się nieopatrznie komuś z tego zamysłu. Dziś rano obudziły mnie krzyki. Pod moim oknem widzę manifestację. Tłum ludzi z transparentami. Na nich napisy „Precz z przemocą”, „Oszczędzajmy swoją wrażliwość”, „Nie psuj młodzieży” i tym podobne. Najpierw nie dotarło do mnie, że to chodzi o moją skromną osobę i jeszcze skromniejszy dorobek twórczy.
Dopiero, gdy wyszedłem przed dom rzecz się wyjaśniała. Tłum zaczął krzyczeć. Bardziej gorliwi rzucali kamieniami. Dowiedziałem się przy okazji, że jak nie przestanę propagować przemocy, to wybiją mi zęby i połamią ręce. Uciekłem do domu, a demonstracja rozeszła się po kilku godzinach. Została tylko warta, ze świecami. Wieczorem mają zamiar śpiewać hymny…

Wobec zagrożenia

Długo nie mogłem przyjść do siebie. Oto nikogo nie oburzyło, że napisałem o powiększaniu penisa. Tylko przyczepili się tych tortur. Tak jakby nie wiedzieli, że takie tortury zawsze mają podłoże seksualne. A może wiedzieli?
Wiem, że pisarz powinien być gotów oddać życie za swoje poglądy. Tylko jakoś w tym momencie nie miałem na to ochoty. Po śmierci można nawet za taką postawę dostać Pokojową Nagrodę Nobla. Tylko co ja zrobię z taką kasą na tamtym świecie?
Może da się to jakoś obejść? Gdybym tylko opisał sam proces powiększania penisa pana K, za pomocą takiego Jes-Extendera? Niestety w normalnych warunkach nie byłaby to tortura. Nasz bohater wręcz dąży do takiego zakończenia, ale to popsułoby mi cały rytm narracji.
Nie łudziłem się też, że pogróżki manifestantów były czcze. Oni spełnią co zamierzyli. Z drugiej strony miałem opowieść żyjącą własnym życiem. Tam Trybunał domagał się ode mnie tortur. Naciskał na mnie coraz mocniej.

Rozwiązanie dylematu

Na szczęście pisarze mają swoje sposoby. Mogłem zrobić tylko jedno. Od razu Wam zapowiadam, nie będzie opisów tortur. Wszystkich rozczarowanych, którzy już kupili piwo i chrupki na tę okazję serdecznie przepraszam. Nie moja wina.
Sposób, o którym wspomniałem polega na tym, by wprowadzić nowe postacie. Z tej racji, że będą nowe, można nimi jeszcze kierować. To pozwoli nam ominąć trudny problem tortur i doprowadzić pana K do… Nie, nie uprzedzajmy faktów. W świecie, w którym żyje nie może się to tak łatwo dobrze skończyć.
Opisałem Wam już kulisy pracy pisarza, więc możemy wrócić do głównego nurtu naszej opowieści.

FEEDBACK