Rate this post

Proces pana K

Nadeszła godzina próby. Wyprowadzono ich z celi i powiedziono ciemnymi korytarzami. Zarówno pani K, jak i pan K, czuli się otumanieni i niezdolni do pozbierania myśli. Milczący strażnicy wiedli ich ku przeznaczeniu. Byli niczym automaty. Nie wykazywali zrozumienia w stosunku do więźniów, ale też nie przejawiali agresji. Byli niemal idealnie obojętni.

Wprowadzano ich na salę. Pan K rozejrzał się niepewnie. Ściany były obite purpurowym suknem. Światło rzucały jedynie małe lampki. Za wielkim dębowym stołem, ustawionym na podwyższeniu, zasiadał Trybunał. Jego trzej przedstawiciele byli odziani w togi, lecz na ich twarzach znajdowały się maski.

Pan K poczuł, że dostaje mdłości ze strachu. Żona została przy drzwiach, jego natomiast przyprowadzono przed oblicze tajemniczych sędziów. Stał niepewnie. Nogi się pod nim trzęsły. Milczenie się przedłużało, lecz w tym momencie on pragnął, by trwało wiecznie. Wreszcie usłyszał głos:
„Czy przyznajesz się do winy?”
„Do winy – zaskomlał pan K niczym pies z przydepniętym ogonem – ależ ja nic nie zrobiłem!”
„Nic? Więc nie chcesz dobrowolnie współpracować z wymiarem sprawiedliwości?”
„Chcę, chcę!” – zakrzyknął
„Czy więc przyznajesz się?”
„Nie wiem do czego mam się przyznać.”
„Czy to nie Ty zapragnąłeś nagle burzyć ład społeczny i powiększać sobie penisa?”
„Nie, tak, nie… – pan K był zdruzgotany i nie bardzo rozumiał o co chodzi – Ja tylko tak dla siebie. Nie dla ładu społecznego…”
„No tak. Ład społeczny nic Cię nie obchodzi. Brak Ci patriotyzmu, brak postawy obywatelskiej. To nie może pozostać bez kary. Surowej kary!”
Przez chwilę sędziowie naradzali się szeptem. Wreszcie przewodniczący znowu zwrócił się do pana K:
„Zapadł wyrok jednogłośny w twojej sprawie. Zbrodnie twoje się ogromne, a więc i kara musi być przykładana. Wystąpiłeś przeciw odwiecznym prawom. My stojący na straży skazujemy cię na obcięcie…”

Nieoczekiwana zmiana sytuacji

W tej właśnie chwili stało się kilka rzeczy na raz. Wszystkie one były w swej wymowie bardzo dramatyczne. Pani K stojąca przy drzwiach zemdlała. Pan K upadł na kolana. Jakby tego było mało rozległ się straszny huk i znaczna część bocznej ściany rozsypała się. Po chwili do pomieszczenia wdarło się kilku uzbrojonych ludzi. na skutek wybuchu sędziowie pospadali z krzeseł. Później prawdopodobnie ukryli się za stołem.
W tym miejscu muszę na chwilę zatrzymać akcję, by wyjaśnić kilka szczegółów. Nie wiadomo do dziś, dlaczego przyprowadzono na salę także panią K. Nie wiadomo do końca dlaczego zemdlała i jakie miała przypuszczenia związane z wyrokiem. Nie wiadomo nawet co miano obciąć panu K. Nie wiemy też skąd wzięli się akurat w tym momencie uzbrojeni wybawcy. Natomiast dobrze wiemy kim byli…

Pozostawiające niedosyt banalne zakończenie

Nie czekając na to, aż staże się ockną z chwilowej niemocy, mężczyźni złapali pod ręce pana K, jeden podniósł też panią K i wszyscy wybiegli z sali. W asyście strzałów i wybuchów wydostali się z budynku. Biegli i kluczyli labiryntem uliczek. Potem przez pola, a wreszcie przez las.
Dopiero, gdy znaleźli się w bezpiecznym miejscu przyszedł czas na wyjaśnienia.
„Jesteśmy bojownikami o wolność seksualną – powiedział jeden z wybawców – Od lat walczymy o to, by każdy kto chce mógł do woli powiększać penisa. Pragniemy także powszechnego dostępu do środków na potencję. Chcemy powszechnej edukacji seksualnej” – wygłosił to przemówienie programowe i odszedł. Uważał zapewne, że takie wyjaśnienie wystarczy.

Mógłbym szczegółowo opisywać życie partyzantów i dalsze przygody pana K. Jednak to już całkiem inna historia. Dodam tylko, że wreszcie bez przeszkód mógł powiększyć swój narząd. Pani K pogodziła się z sytuacją i do ich małżeństwa powróciła harmonia. Tylko kochanki pan K już nigdy nie odzyskał. Nie było to jednak aż tak wielkim zmartwieniem, wszak w obozie panowała wolność seksualna…

FEEDBACK