Rate this post

Stan naszych mięśni, a seks

Każdy kto szuka więcej informacji na temat samej potencji, zawsze może jeszcze zerknąć tutaj. Natomiast w tym miejscu chciałbym skupić się na mięśniach. Tak, tak. Bynajmniej też nie chodzi mi jedynie o tzw. mięśnie Kegla. O tym również napisano już aż za dużo. Mnie chodzi o coś innego. O ogólny stan mięśni, o ich poziom wytrenowania i o pewien zupełnie pomijany element. Jednak o tym za moment. Teraz muszę pospieszyć z odpowiedzią na pytanie, które na pewno rodzi się w głowach Czytelników. Cóż to do diabła ma wspólnego z seksem? Chodzi o kondycję? Wiadomo, że seks pewnej kondycji wymaga, przynajmniej od jednego z partnerów, tego przejmującego postawę aktywną, ale…
No więc nie o to mi chodzi. Sprawą, która teraz mnie interesuje jest wpływ napięcia mięśniowego na poziom przeżywania orgazmów. Tak u kobiet, jak u mężczyzn. Ukazał się czas jakieś temu artykuł sugerujący, że można po sposobie chodzenia rozpoznać, czy kobiecie łatwo przychodzi przeżywanie orgazmów, czy też nie. W tym artykule opartym na badaniach naukowych – wszak badania naukowe dowiodły już wszystkiego, nawet tego, że marnuje się pieniądze na bzdurne eksperymenty – mieści się ziarnko prawdy. W celu wyjaśnienia tego faktu mogę już przejść do istoty rzeczy, czyli tego pomijanego elementu, o którym wcześniej jedynie napomknąłem.

Coś niecoś z anatomii

Wprawdzie kondycja i siła mięśni ułatwiają seks, ale same w sobie jeszcze nie do końca wpływają na jakość orgazmu. Można być silnym i sprawnym (pozornie), a orgazm mieć kiepski. Przy czym konotacja staropolskiego znaczenia tego ostatniego określenia nie będzie tu właściwa. Zostawmy!

Wiadomo, że w czasie orgazmu dochodzi do skurczów mięśni. Szczególnie mocno u kobiet. We wspomnianym artykule seksuolodzy sugerowali, że krok energiczny i rozluźnione mięśnie to znak, że kobieta przeżywa orgazmy pochwowe bez problemu. Skomentuję to starym przysłowiem ludowym – wiedzieli, że dzwoni tylko nie wiedzieli, w którym kościele. Bardziej poważnie trzeba stwierdzić, że zabrakło im aparatury pojęciowej i właściwego odniesienia.

Prawda jest tak, iż rozluźnione mięśnie i energiczny krok świadczą o właściwym balansie siłowym pomiędzy poszczególnymi partiami mięśni. Szczególnie w okolicach bioder oraz brzucha i dolnej części pleców. Więc pojęcie rozluźnione nie do końca tak naprawdę jest właściwe. Raczej równomiernie lekko napięte. Jest rzeczą znamienitą, że kogo jak kogo, ale seksuologów nie podejrzelibyśmy o poważne braki w wiedzy z zakresu ludzkiej anatomii. Tymczasem z artykułu wynika, że tak właśnie jest.

Całkowite rozluźnienie mięśni spowodowałoby upadek, a nie chodzenie. Zresztą nie czepiajmy się seksuologów, być może wina leży po stronie niedouczonego dziennikarza. Zamiast więc się czepiać postaram się w kolejnej części przybliżyć rzecz nieco bardziej.

FEEDBACK