Pan K u kochanki Pan K przeżywał straszne katusze wchodząc po skrzypiących schodach do mieszkania swojej kochanki. Nie muszę wyjaśniać Czytelnikom, że w tej szczególnej sytuacji bardzo zależało mu na dyskrecji. Jednak wspomniane schody nic sobie z tego nie robiły i skrzypiały wkładając w to całą złośliwość rzeczy martwych. W pewnej chwili K przemknęła przez głowę myśl, iż nie wiadomo czemu piękna kobieta mieszka w takiej ruderze. Pojawiło się nawet poczucie winy. Gdyby była kochanką bogacza, a nie biednego uczciwego urzędnika, pewnie miałaby już dawno piękną willę. Ta bezinteresowna miłość, jej dowód w postaci skrzypiących schodów, bardzo rozczuliła pana K. Był bowiem mężczyzną wrażliwym! Teraz postanowił wynagrodzić kochance te lata wyrzeczeń złożonych na ołtarzu miłości. Ucieszy ją swoim nowym projektem powiększenia penisa. Nie będę opisywał ani czułego powitania, ani tego co nastąpiło potem. Dorośli Czytelnicy powinni się domyślić, a ci mniej dorośli domyślą się za czas jakiś (tak optymistycznie zakładamy!). Z punktu widzenia naszego studium natury ludzkiej bardziej interesujące jest to co nastąpiło później, czyli rozmowa o powiększaniu penisa. „Nie chcę ci niczego narzucać” – powiedziała Elza (tak zgodnie z wymogami gatunku miała na imię kochanka pana K) – „Czy jednak jest to konieczne?” „Uważasz, że nie” – zapytał „Nie wiem. Waham się. Jakże mam odpowiedzieć, gdy brak mi punktów odniesienia?” – na te słowa znów K się rozczulił. Skąd kobieta wierna ma takie rzeczy wiedzieć? Oto świadectwo niezachwianej miłości. My wiemy, iż była to tylko poza, albowiem doświadczenia Elzy wykraczały daleko poza narząd pana K. Nie obce jej były różne wielkości i rozmiary, ale czyż mogła się do tego przyznać? Na pewno nie na tym etapie dramatu. Wahał się też K. Cóż ma jej powiedzieć. Ona pierwsza nie odradza mu tego kroku i już samo to było pocieszające. Niestety nie tryskała też optymizmem na wieść o zamierzeniu… „Zobaczysz” – powiedział w końcu – „Na pewno Ci się spodoba”. Żona pana K nadal rozmyśla o powiększaniu penisa Tymczasem żona wróciła do domu. Poranna rozmowa z mężem ciągle ją prześladowała. Cóż ma o tym myśleć? Jak się zachować? Wszystkie prace domowe szły jej bardzo niemrawo tego dnia. Niedługo powinien wrócić K, a tu jeszcze obiad niegotowy. Musimy w tym miejscu zrozumieć, że rodzina K była bardzo konserwatywna i tradycyjna. Właśnie dlatego nowy element w postaci powiększania penisa zasiał taki zamęt i zburzył dotychczasową równowagę, a nawet złamał konwencję. Widać już wyraźnie, że mamy do czynienia ze zderzeniem niemal tak dramatycznym jak w sztukach Ibsena! Kolejnym ciosem był telefon od ich znajomego lekarza (gdzie tu zachowanie tajemnicy lekarskiej?). Doktor opowiedział jej o rozmowie, jaką przeprowadzić z K. Poradził, by nie wpadała w panikę, lecz raczej zaopatrzyła się w jakieś ulotki i materiały na temat powiększania męskich członów. Trzeba wziąć byka za rogi i zmierzyć się z problemem. Nie wolno chować głowy w piasek itd. Pani K słuchała i przytakiwała, choć wcale nie była pewna, czy tak właśnie należy postąpić. Nadchodzące zagrożenie… Tymczasem, żadna z postaci dramatu nie wiedziała jeszcze o tym, do czego prowadzą wszystkie te poczynania. Pani K obawiała się zagrożeń związanych z powiększaniem penis i destabilizacji emocjonalnej męża, Elza nie była pewna czego się bać, ale także się bała. Lekarz miał obawy innego rodzaju. Nie chciał stracić pacjenta. Byłby pewnie bardziej przychylny, gdyby plany K wchodziły w zakres jego kompetencji. Niestety nie wchodziły. Zaś sam pan K nie bałby się niczego, gdyby nie reakcje otoczenia. Teraz zaczynał coraz bardziej bać się odrzucenia. W jego życiu ważne były dwie kobiety i niezależnie co sobie będziemy myśleli o jego hipokryzji, tak było. Nie chodzi o to, że z żoną było mu źle, że nie zadowalała go seksualnie. Wręcz przeciwnie. Kochanka była mu potrzebna, bo tak nakazywała drobnomieszczańska konwencja. W porządnym i uporządkowanym życiu musiało być miejsce na coś zakazanego. Więc nasi bohaterowie odczuwali różne lęki. Wywołała je nieoczekiwana decyzja K. Nikt z nich nie wiedział, nie zdawał sobie sprawy, nie przeczuwał nawet, że… Są instytucje i organizacje, o których się nie mówi i nie pisze. Nikt prawie o nich nie wie. To one żądzą światem. Są tak tajne, że nawet należący do nich członkowie nie zdają sobie w pełni z tego sprawy. O panu K już doniesiono. Zameldowano. Już podjęto kroki. Rozpoczęto śledztwo. Zaangażowano urzędników. Analizowano przepisy. Nadchodziła chwila rozliczenia…

Autor pragnie już na wstępie wyjaśnić, że wszystkie podobieństwa do dzieł klasyków są tylko częściowo nieprzypadkowe i niezamierzone. Prezentowana tu opowieść nie ma na celu ani ośmieszenie żadnego klasyka, ani też urażenie uczuć jego miłośników. Kryzys wieku średniego W życiu pana K nie było nic godnego uwagi. Nic takiego co mogłoby zainteresować pisarza, czy dziennikarza lub jakiegoś innego poszukiwacza sensacji. Pisanie o panu K wydawać się mogło zajęciem zupełnie pozbawionym sensu. Trudno wszak tworzyć literaturę w oparciu o krystaliczną i niczym nie zakłócaną przeciętność. O coś, co niegdyś nazwano by mieszczańską poprawnością. Wszystko do czasu… Podobno po czterdziestym roku życia, gdy przychodzi tzw. kryzys wieku średniego, mężczyźni zaczynają robić rzeczy dziwne. Rozsądny i ustatkowany ojciec i małżonek nagle z dnia na dzień może wpaść na pomysł co najmniej kontrowersyjny. Nie wiem, czy i na ile reguła ta się sprawdza. Dość powiedzieć, że w przypadku pana K sprawdziła się aż nadto. A może nie? Spójrzcie sami… „Kochanie, powiększę sobie penisa” Pewnego jesiennego, ale jeszcze słonecznego dnia, pan K wszedł o poranku do kuchni. Jego mina zdradzała wielkie zadowolenie z siebie. Wciągnął z ukontentowaniem w nozdrza zapach świeżo parzonej kawy, spojrzał na krzątającą się żonę i rzekł: „Wiesz kochanie, postanowiłem, że powiększę sobie penisa!” – odpowiedzią był odgłos tłukącego się o podłogę talerza. Żona odwróciła się w jego kierunku, a w jej błękitnych oczach malowało się zdumienie. Jej piękna twarz zdradzała oznaki oszołomienia. „Co?!” – odrzekła niepewnie i można było odnieść wrażenie, że z trudem łapie oddech. „Po co ci większy penis?” – dodała po chwili odzyskując nieco mowę i panowanie nad sobą. „Ależ kochanie – zdumiał się K – myślałem, że po tylu latach naszego pożycia wiesz do czego służy penis.” – jego zaskoczenie niemal dorównywało temu prezentowanemu przez żonę. „Przecież wiesz, że nie o to mi chodzi. Po jakie licho większy penis? Jesteś niezadowolony z dotychczasowego?” „Pomyślałem sobie, że może ty jesteś niezadowolona. Czytałem ostatnio wiele na ten temat i uznałem, że czas poprawić nasze życie seksualne”. Pani K nie odpowiedziała. No bo cóż było odpowiedzieć? Pomysł przyszedł tak nieoczekiwanie, że musiała spokojnie wszystko przemyśleć. Łącznie z wizją, która właśnie przemknęła jej przez głowę. Jej spokojny i zrównoważony dotąd małżonek pod stałym nadzorem psychiatry. Co ludzie powiedzą? Wypili w milczeniu kawę i każde z nich udało się do swojej pracy. Na szczęście dzieci były akurat na kilkudniowej szkolnej wycieczce, więc istniała nadzieja, że kryzys zostanie zażegnany do ich powrotu. Wizyta u lekarza Wbrew obawom żony pan K w pracy zachowywał się jak zawsze normalnie. Był ucieleśnieniem profesjonalizmu. Bynajmniej nie opowiadał kolegom czy klientom o swoim nowym planie powiększenia penisa. Na to był zbyt rozsądny. Nie pozwalała mu też etyka zawodowa. Dopiero po wyjściu z pracy powrócił do swojego pomysłu. Od razu pomaszerował do swojego lekarza, u którego leczył się od lat. Kolejka do gabinetu nie była długa, więc już po godzinie siedział naprzeciw życzliwego staruszka i wyjaśniał co go sprowadza. Lekarz nie zareagował tak gwałtownie, jak pani K, ale również był zdziwiony: „Przyjacielu, na tyle na ile się orientuję pańskiemu penisowi nic nie brakuje…” „Jak to nie – oburzył się K – brakuje mu przynajmniej kilku centymetrów!” „Czy pana żona też tak uważa? W zasadzie jej zdanie powinien pan brać pod uwagę. Jest to przecież wasza wspólna sprawa, że się tak wyrażę, wspólny interes” „Muszę przyznać, że żona nie wykazała należytego entuzjazmu. Jednak myślę, że jest zaskoczona i gdy wszystko sobie na spokojnie przemyśli, zgodzi się ze mną” – zapewnił pan K. „W takim razie może nie ma się gdzie spieszyć? Poczekajmy na to, aż żona upora się z nową sytuacją…” „Panie doktorze. Moje życie ucieka. Przemija. Co to za życie dla mężczyzny z małym penisem. Życie wręcz stracone. Brakuje mi seksualnego pełnego spełnienia…” „Wszak ma pan kochającą małżonkę i wspaniale dzieci? Czy to nie daje panu spełnienia?” „Wiedzę, że pan mnie nie rozumie doktorze. Ja potrzebuję czegoś więcej. Tęsknie za tym, żeby być samcem alfa…” W tym momencie rozmowa się urwała. Doktor ważył kolejne argumenty, ale K nie miał już ochoty go słuchać. Rano czuł się tak dobrze, a tu ciągle spotykał się z rozczarowaniami. Nikt go nie rozumiał. Ani żona, ani stary zaprzyjaźniony lekarz. Może powinien pójść do kochanki? Czy pan K miał kochankę? Rozterki pani K Pani K miała o wiele większe trudności z zachowaniem tajemnicy w pracy. Nie dlatego, by nie była profesjonalistką jak jej mąż. Jednak była od niego o wiele bardziej wstrząśnięta. Przynajmniej gdy chodzi o czas przed rozmową pana K z lekarzem. Pani K cały czas nerwowo spoglądała na zegarek. Była nawet jakby nieco opryskliwa dla otoczenia. By zrozumieć co ją gnębiło musimy sobie coś wyjaśnić. Otóż pani K nie była specjalnie przeciwniczką powiększania penisa. Nie była też zwolenniczką małych męskich członków. Właściwie nigdy się nad tą kwestią nie zastawiała. Jak wszyscy stykała się z reklamami środków powiększających penisa, ale – jak wszyscy lub raczej większość – przechodziła nad nimi do porządku dziennego. Teraz nurtowało ją kilka myśli. Nie była pewna o co naprawdę chodzi jej mężowi. Obawiała się rozstroju psychicznego małżonka i konsekwencji takie stanu rzeczy. Było jeszcze coś, do czego bala się przyznać nawet sama przed sobą. To tajemnicza obawa, że po powiększeniu narząd pana K nie będzie już funkcjonował tak jak powinien. Nie będzie chyba dalekie od prawdy stwierdzenie, że właśnie tego obawiała się najbardziej.

Wróg numer jeden Największym wrogiem dobrego i satysfakcjonującego seksu jest monotonia. Można różnie na to patrzeć i niekoniecznie podzielać ten punkt widzenia. Przynajmniej do momentu, gdy nie zostanie to wyjaśnione bliżej. Pozwólcie więc, że spróbuję rzecz wyjaśnić. To jeszcze nie spadek potencji U niektórych mężczyzn, którzy zaczynają mieć obawy, iż z wiekiem spada u nich libido i tym samym pogarsza się potencja, w rzeczywistości dochodzi tylko i wyłącznie do znużenia. Trudno ciągle podniecać się tym samym. Brak ruchu, zła dieta mogą skutecznie ograniczyć nasze męskie możliwości, ale sama monotonia jest nie mniej groźna. Wielu seksuologów podkreśla, że mężczyzna nastawiony jest bardzo na różnorodność w sferze seksualnej. Lubimy odmianę. Któż nie fantazjował o wielu partnerkach? Na raz lub osobno? Oczywiście nie mam tutaj zamiaru sugerować, że trzeba zmieniać często partnerkę, by cieszyć się dobrym seksem. Ośmielę się nawet twierdzić, że takie częste zmiany tym bardziej wielkiej satysfakcji nie dadzą. To prawda, którą się przemilcza. Można równie dobrze urozmaicać życie erotyczne z jedną partnerką. Zwłaszcza, jeśli ktoś ceni sobie wierność. Ważne w tym wszystkim jest to, aby ciągle nie wyglądało to tak samo. Tu znowu potrzebne jest małe zastrzeżenie. W różnych gazetach „dla mężczyzn” podane są dość wątpliwe formy urozmaicenia, jak choćby seks na deskorolce, o którym kiedyś gdzieś czytałem. To są porady kierowane do jakiś sfrustrowanych gości, którzy udają „prawdziwych mężczyzn”. Sami autorzy proponujący szarpanie za włosy kobiety ustawionej na deskorolce, chyba nigdy nie mieli do czynienia z prawdziwym seksem, a doświadczenia czerpią jedynie z wiadomych produkcji firnowych. Nie o takie urozmaicenia chodzi. Miejsce, pozycja czy masaż erotyczny Tym co może dobrze zrobić naszej potencji, jeśli mogę się tak wyrazić, będzie zmiana miejsca lub zmiana pozycji. Przy czym znowu nie przesadzajmy. Pozycja musi być dostosowana do możliwości kondycyjnych obu stron. Nie każda para powinna przerabiać całą Kamasutrę do A do Z. Warto także zróżnicować gamę pieszczot. Ciekawym elementem urozmaicającym będzie w tym wypadku masaż erotyczny. Bynajmniej nie trzeba przechodzić specjalnego szkolenia, by stać się w nim mistrzem. Ważne jest wsłuchiwanie się w reakcje partnerki. Włączenie lekkiego uciskania czy delikatnego drapania końcem paznokcia może dać nieoczekiwane efekty. Niby tak niewiele, a może zupełnie zmienić całe życie erotyczne i sprawić, że zostaniemy uznani za wspaniałych kochanków. Tylko próbować… Na koniec przestroga Pomysłów może być znacznie więcej. Ważne, by zachować przy tym zdrowy rozsądek i szanować smak partnerki, która niekoniecznie musi podzielać naszą chęć na zbyt dziwne i szalone zabawy. Wydawać by się mogło, że akcentowanie zdrowego rozsądku w sprawie, w której wszyscy radzą raczej luz i fantazję, jest nie na miejscu. Być może. Tyle tylko, że większość tych porad ma się nijak do życiowych realiów i jest pisana nie tyle, by pomóc, ale tylko by cokolwiek napisać i przyciągną czytelników do sensacji. Tu staram się pisać o seksie i problemach z nim związanych w sposób realistyczny. Bez tanich gazetowych chwytów. Na ile mi się to udaje musicie już ocenić sami.

Punkty obowiązkowe W tematyce seksualnej są takie punkty, które można nazwać obowiązkowymi. Ich omówienie prędzej czy później musi znaleźć się w każdej gazecie i na każdej stronie. Wszędzie tam, gdzie pisze się cokolwiek o seksie i o erotyce. Wzbudzają zainteresowanie, emocje itp., więc przyciągają czytelników. Wiadomo, że chodzi tu o wielkość penisa. To zawsze wałkuje się do upadłego. Sporo emocji wzbudza także sprawa ilości stosunków w przeciągu tygodnia czy miesiąca. Skoro wszyscy męczą ten temat, to i my co jakiś czas do niego wracamy. Seks znormalizowany Sprawę ilości stosunków nieraz już próbowano unormować. W niektórych religiach wyznacza się takie ilości. W średniowieczu zabraniano zbliżeń w dni postne. W każdą środę i piątek. Z przestrzeganiem bywało różnie. W XIX wieku pewien amerykański pastor uważał, że powinno się spółkować tylko raz w miesiącu, czyli 12 razy na rok. Tylko tak jest zdrowo i pobożnie. Dziś nie mamy już ochoty, by ktoś wtrącał się w nasze życie intymne i mówił nam ile razy możemy, a ile nie. Gnębi nas coś innego. Czy spełniamy normy? Może coś jest z nami nie tak, bo seks jest zbyt często lub zbyt rzadko? Religię zastąpiła nauka, choć de facto dalej bardziej polegamy na wierze niż na rzetelnych badaniach. Nie brakuje naukowców, którzy budują dość chwiejne hipotezy i twierdzą, że najlepiej jest tyle razy, a tyle to już niezdrowo. My zaś wolimy wprost sięgnąć po jakiś preparat na potencję niż zostać w tyle i nie zaliczyć zgodnie z normą. Brzmi nieładnie? Specjalnie użyłem słowa „zaliczyć”. Bo prawda jest taka, że powinniśmy przestać zaliczać i przestać liczyć. Należy zapomnieć o wyssanych z palca teoriach pseudonaukowych. Jedno jest pewne, że im więcej razy odczuwa się pociąg seksualny i im więcej razy można seks uprawiać, tym zwykle zdrowie jest lepsze. Jednak nie jest to prawda bezwzględna. Są jednostki, które mogą kochać się tylko dwa razy na tydzień i swojej natury nie przeskoczą. Można wprawdzie sięgnąć po tabletki, byle nie po jakieś podejrzane, ale… Cicha rada w sprawie preparatów na potencję Nie zawsze po preparaty na potencję trzeba sięgać tylko wtedy, gdy spada nam libido. Jasne, że powiano ono wynikać głównie z właściwego żywienia i trybu życia. Jeśli jednak na przykład wybierasz się z kobietą na dłużej i wiesz, że możesz nie sprostać wymogom chwili, to dlaczego nie sięgnąć po takie środki? Bywa, że są to chwile niezapomniane i okazje, których nie wolno przegapić. Kolejne mogą już nigdy nie nadejść.

To coś czego od czasu do czasu doświadcza niemal każdy mężczyzna. Niby jest, ale nie do końca. Trochę wstyd, ale następnym razem powinno być lepiej… Choć jeśli dotyka to bardzo młodych mężczyzn to już jest bardzo źle. W wieku lat dwudziestu w zasadzie niepełna erekcja nie powinna mieć miejsca. Przyczyny mogą być różne, ta najbardziej optymistycznie brzmiąca wskazuje na nadużycie seksualnych rozkoszy i po prostu zmęczenie, jeśli dzień w dzień i to kilka razy… No właśnie. W końcu każdy ma jakiś określony próg możliwości. W takim wypadku należy kilka dni, może nawet tydzień, odpocząć od seksu. Dość często wskazuje się w takim wypadku na przesadę w masturbacji. Gdy jednak niepełna erekcja pojawia się mimo tego, że nie przesadzało się z seksem, to już musimy ją potraktować tak samo, jak wszystkie inne zaburzenia erekcji. Oczywiście nie chodzi o pojedynczy incydent, ale o zbyt często powtarzające się sytuacje. Sporo już napisałem o diecie, choć pewnie i tak mało kto wierzy w to co piszę, a co tak bardzo stoi w sprzeczności z powszechnie lansowanymi tezami. Tu już sobie podaruję te temat. Niemniej uważam, że odżywiający się w proponowany przeze mnie sposób i w miarę zdrowy mężczyzna nie powinien mieć większych problemów z erekcją przynajmniej do siedemdziesiątego roku życia. To nie żart! Nie przesada! To fakt! Tak, jak wspomniałem, niepełną erekcję traktujemy tak samo, jak wszystkie inne problemy z wzwodem. Może okazać się konieczna wizyta u lekarza, być może potrzebne będzie coś bezpośrednio poprawiającego potencję. Trzeba pamiętać o jednym. Niepełna erekcja także może mieć źródło w psychice, a nie tylko bezpośrednio w naszej fizjologii – za mało testosteronu, tlenku azotu, czy jakieś zmiany chorobowe. Może wynikać z nadmiaru stresu lub lęku, że nie sprawdzi się człowiek jako mężczyzna. Niestety. Im bardziej się tego obawiamy, tym zwykle częściej występują podobne problemy. Dlatego też nie należy zaniedbywać również naszej psychiki. Zakończę pocieszającym akcentem. Zwykle można sobie szybko poradzić z opisanym tu kłopotem. No chyba, że mamy do czynienia z jakąś poważną chorobą, która dopiero zaczyna się rozwijać, a niepełna erekcja jest jej pierwszym symptomem. To tym bardziej powinno skłonić nas do wizyty u lekarze. Jeśli kłopot nie zniknie po tygodniu odpoczynku, czas zacząć działać. Nie jest powodem do wstydu mieć problemy seksualne. Powodem do wstydu jest nic z nimi nie robić.

Tęsknota za czasem „niewinności” Co się właściwie dzieje, gdy facet ma już 40 czy 50 lat? W zasadzie powinienem nieco zawęzić to pytanie. Co się dzieje z jego sferą seksualną? Z jego potencjalnymi możliwościami? Rzecz ciekawa określenie „potencjalne” dość dobrze wkomponowuje się w poruszaną tematykę. Spróbujmy jednak mniej operować ogólnikami, zrezygnować z zabaw lingwistycznych, a bardziej skupić się na konkretach. Zapewne większość pamięta jeszcze okres, gdy miało się lat kilkanaście i podniecało w zasadzie wszystko. Seks jawił się jako raj jeszcze nie zdobyty i ziemia obiecana. Gdy hormony miały „wyjątkowo dobry dzień” wydawało się, że życie bez seksu nie ma sensu. Inne przyjemności? Obowiązki? Cóż to jest warte! To seks jest najważniejszy w życiu. Z czasem przyszło opamiętanie. Doświadczenia seksualne stały się czymś normalnym. Weszło się do ziemi obiecanej i okazało się, że nie wszystko w niej jest tak piękne jakby mogło się wydawać. Wyszło na jaw, że nie zawsze dopisuje potencja, że kobiety często trudno zrozumieć czy zadowolić. Nawet, gdy życie seksualne jest ciągle jeszcze bogate i problemy z potencją pozostają w sferze teorii, to powoli zaczyna budzić się tęsknota za tym wiekiem, gdy tak łatwo było o erekcje a seks wydawał się rajem. Jeśli dieta jest dobra, to czego brakuje? Dość często można przeczytać, że po czterdziestce organizm mężczyzny zwalnia już bardzo mocno i spada jego wydolność seksualna. Prawa jest taka, że obecnie dzieje się to nawet po trzydziestce, a wszystko za sprawą złego odżywiania i braku ruchu. Producenci dodając do wszystkiego soi dopuszczają się kastracji chemicznej na masową skalę. Pisałem o tym sporo. Teraz chciałbym się skupić na innych aspektach sprawy. Jeśli dbasz o to co jesz, nie dałeś się zwieść medialnej paplaninie o szkodliwości tłuszczów zwierzęcych, zdrowej soi i olejach, uprawiasz sport, a mimo to czujesz, że Twoja potencja jest jakby gorsza, to musisz znaleźć pozostałe przyczyny problemu. Tylko, gdzie ich szukać? W naszej psychice. Powiedziano Ci, że Twoja potencja się pogarsza… Na co jeszcze warto zwrócić uwagę? Ano na społeczne przekonania, które również mają wpływ na nasze możliwości i zadowolenie z seksu. Już samo rozpisywanie się o tym, jak to w pewnym wieku spadają męskie możliwości seksualne, działa na starej i dobrze znanej zasadzie samospełniającego się proroctwa. O wiele bardziej niż nam się wydaje ulegamy takim sugestiom. No tak mam już swój wiek, więc nie stać mnie na takie szaleństwa jak dwadzieścia lat temu. Wzajemne oddziaływanie psychiki i ciała na siebie jest ogromne. Skoro myślisz, że jesteś stary, to Twoje ciało szybciej się starzeje. Zaczynasz być stary. Wydaje się Wam to niemożliwe? Naciągane? Jest dokładnie tak. Większość problemów z potencją wynika z diety i braku ruchu, ale zaraz na drugim miejscu znajduje się przekonanie, że z wiekiem wydolność seksualna mężczyzny maleje. Daliśmy sobie to wmówić! W rzeczywistości może i z wiekiem maleje, ale przy zachowaniu odpowiedniego stylu życia na pewno nie jest to wiek 40 czy 50 lat. Pomnóżcie te liczby przez 2, to może się z Wami zgodzę. „Heh, znowu ten seks…” Na naszej liście znajduje się jeszcze jeden ważny punkt. To, że niegdyś seks nas tak fascynował, a teraz niemal tracimy nim zainteresowanie może także wynikać z monotonii. No bo czym tu się fascynować, gdy wszystko wygląda tak samo i odbywa się tak samo? Wiadomo, że na męską potencję wpływ ma testosteron i dodatni bilans azotowy, ale nie bez znaczenia będzie także nasz układ nerwowy. To on przyjmuje bodźce, przetwarza je i odpowiednio na nie reaguje. Im jakiś bodziec jest bardziej znany, tym reakcja na niego jest słabsza. To co dla nastolatka jest niewyobrażalne, dla faceta po czterdziestce może stać się faktem – nudny seks. Skoro nudny to nie ma co liczyć na silne doznania i niesamowite orgazmy. Właściwie przyjemność jest tak nikła, że coraz częściej się z niej rezygnuje. Życie seksualne ogranicza się wtedy do opowiadania dowcipów przy piwie. Trzeba to napisać wprost. Jeśli ten tekst przeczyta nastolatek lub bardzo młody mężczyzna. popuka się w głowę i uzna autora za idiotę. Natomiast dwukrotnie starsi panowie będą wiedzieli, że mam racje. „Kochanie masz zbyt wybujałą wyobraźnię…” Oczywiście nie dotyczy to wszystkich. Są tacy, którzy nie dali sobie wmówić, że czas już odejść na seksualną emeryturę. Nadal cieszą się życiem i seksem. Jak tego dokonać? Bardzo prosto. Przełamać rutynę. Z wiekiem partnerki też stają się bardziej otwarte na odmianę w życiu seksualnym, na wprowadzanie nowych elementów. Nie chodzi tu tylko o zmianę pozycji. Zmorą stało się obecnie mnożenie opisów i rysunków z akrobatycznymi pozycjami seksualnymi. To wcale nie w tym rzecz. Niektóre z nich są wręcz niewykonalne dla normalnie zbudowanych ludzi. Urozmaicenie to także większa gama pieszczot, zmiana miejsca i wszystko to co podsunie wyobraźnia. No właśnie. Wielu psychologów i seksuologów podkreśla fakt znamienity. Zwykle doznawanie większej satysfakcji z seksu wiąże się z większą zdolnością do fantazjowania na ten temat. Innymi słowy, im większą masz seksualną wyobraźnię, tym większe będzie Twoje zadowolenie. Materiały dla dorosłych, tak łatwe dziś w dostępie, niekiedy mogą tę wyobraźnię ograniczyć zamiast ją rozwijać. To także warto wziąć pod uwagę. Nie chcę sugerować, że lepiej wcale po nie nie sięgać. Po prostu nie zapominajmy, że my sami mamy wielki potencjał – także w wymiarze seksualnych fantazji. No i nie dajmy sobie wmówić, że nasza potencja powinna już spać. Nie traćmy też zainteresowania seksem. Jeszcze nie teraz.

Pomiędzy wyobraźnią a rzeczywistością Można dowodzić, że fantazja i wyobrażenia to nie to samo co rzeczywistość. To prawda, ale wspomniane badania pokazały, iż to na ile potrafimy fantazjować na temat seksu ma niebagatelny wpływ na nasze doznania i zdolność do podniecenia się oraz tego, jak silne będą nasze orgazmy. Wróćmy więc do naszych pytań. Czy zastanawialiście się dlaczego jedni preferują taki typ urody a inni inny? Dlaczego na jednych działa pewien rodzaj bielizny, a innym jest obojętny? To wszystko jest związane z naszymi skryptami i fantazjami. Mamy określone wyobrażenia o tym, jak w czasie zbliżenia powinna zachowywać się kobieta, a jak mężczyzna. Te wyobrażenia sprawią, że nasze życie seksualne wygląda właśnie tak, a nie inaczej. To media wykreowały blondynkę na wzór kobiecej piękności, choć tak naprawdę blondynki wcale nie są ładniejsze od kobiet o innych włosach i gdyby nie ten sztuczny tren medialny niekoniecznie to one podobałyby się najbardziej mężczyznom. Zresztą wielu panów, wbrew pozorom, jest odporna na taką manipulację, a ich skrypty ukształtowały zupełnie inne bodźce. Obciążenie skryptów seksualnych stereotypami Skrypty seksualne są kształtowane nie tylko przez fantazje, ale przez opinie otaczających nas ludzi i owo słynne „to nie wypada”. Dlaczego kobiety są bardziej powściągliwe w sprawach seksu? Dlaczego twierdzą, że nie interesują ich materiały erotyczne? Właśnie dlatego, że w społecznym przeświadczeniu to ciągle nie wypada. Nie wypada przecież powiedzieć, że lubi się mężczyzn z większymi penisami, że męskie pośladki przyciągają kobiecy wzrok nie mniej niż kobiece przyciągają spojrzenia facetów! Także estetyka seksualna jest kształtowana przez skrypty. To dlatego niektóre rzeczy podniecające mężczyzn wydają się kobietom nie do przyjęcia. Żyjemy jeszcze ciągle w okowach stereotypów i to one mają głos decydujący w sprawie kobiecych skryptów. Raz ukształtowane pragnienia i skojarzenia związane z seksem później już bardzo trudno modyfikować. Można zarzucać Kinsleyowi brak rzetelności naukowej, co niestety będzie faktem, ale ogólny sens jego raportu jest prawdziwy. Kobiety interesują się seksem tak samo jak mężczyźni. Powstrzymuje je zwykle tylko społeczna presja. Skrypty kobiet przyszłości Dziś już więcej kobiet przyznaje się do zainteresowania erotyką czy do tego, że podnieca je widok nagiego mężczyzny. Zapewne przyszłe pokolenia kobiet będą reagowały inaczej niż współczesne, a ich skrypty seksualne będą bardziej zbliżone do męskich. Rzecz jasna pewne różnice biologiczne zawsze będą powodowały różnice zachowań i preferencji. Jednak będą one mniejsze niż obecnie. Kobieta będzie bardziej powściągliwa w nawiązywania kontaktów seksualnych tylko o tyle o ile będzie się to wiązało z niedoskonałością środków antykoncepcyjnych. Nie będzie dla niej niczym dziwnym oglądania materiałów erotycznych przeznaczonych dla kobiet, które dziś jeszcze nie cieszą się dużym wzięciem. Inaczej też będzie postrzegała sprawy związane z powiększaniem penisa. Przecież już dziś panie są pozytywnie nastawione do środków zwiększających potencję, a to za sprawą uświadomienia sobie, że mogą cieszyć się seksem i przeżywać wiele orgazmów zaraz po sobie. Skrypty kobiecych zachowań seksualnych już uległy poważnym przekształceniom od czasów, gdy „porządnej kobiecie” wypadało tylko leżeć jak kłoda i spełniać z niechęcią swój obowiązek małżeński. Gdy opadło tabu „to nie wypada” kobiety zaczęły dyskutować w swoim gronie o seksie nawet więcej niż mężczyźni. Nadal jednak powszechne przekonanie jest inne. Mężczyzna jawi się jako twór rozerotyzowany, a kobieta jako bardzo powściągliwa. Mamy na ten temat masę dowcipów i powiedzonek, które zafałszowują nasze skrypty seksualne. W związku z tym nasuwa się jeszcze jedna uwaga. Wiele naszych problemów seksualnych wynika z dysonansu poznawczego, z niespójności naszych skryptów. Funkcjonujemy w świecie, w którym ciągle jeszcze egzystują obok siebie otwartość w dziedzinie seksu oraz stereotypy i zahamowania. Otwartość ta jest bardzo potrzebna i wcale nie musi oznaczać wulgarności. Wulgarność jest wynikiem owego dysonansu. Tego, że nie potrafimy w zdrowy sposób traktować sfery seksualnej, ale to już odrębny temat na kolejny artykuł.

Stosunek do powiększania penisa Nasze życie seksualne kształtuje zarówno to co realne, jak i to co drzemie w naszej wyobraźni. Bynajmniej nie jesteśmy w tej dziedzinie realistami, a przynajmniej nie tak bardzo jak nam się zwykle wydaje. Jak to naprawdę wygląda? Weźmy prosty przykład już nieraz przywoływany na tym blogu, jak i na setkach innych stron internetowych. Niekończący się spór na temat tego, czy wielkość penisa ma znaczenie dla kobiet. Przeprowadzone badania dowiodły zarówno tego, że znaczenia nie ma, jak i coś dokładnie przeciwnego. Wystarczy jednak zdać sobie sprawę z faktu, jak łatwo manipulować takimi badaniami poprzez nieco inne wyakcentowanie zagadnienia w formie stawianych pytań, by przekonać się, że są to badania całkowicie bezwartościowe. Pisałem o tym obszerniej kilka miesięcy temu. Zapytaj kobietę czy ma to dla niej znaczenie, odpowie – nie. Zapytaj czy chciałaby mieć partnera z małym penisem… Co odpowie? Przykład ten ma swoje drugie dno, jak zresztą cała sfera seksualna. Zwykle omawianie kwestii powiększania penisa, czy też znaczenia nadawanego jego wielkości przez obie płcie zaledwie ślizga się po powierzchni, a sami autorzy takich rozważań nawet nie zdają sobie sprawy co nimi naprawdę powoduje i co sprawia, że na tę kwestię mają taki czy inny pogląd. Na razie nie chcę nic więcej wyjaśniać. Chciałbym, by teraz każdy zastanowił się przez chwilę nad tym przykładem i odpowiedział na proste pytania. Pierwsze – czy wielkość penisa ma znaczenie dla mężczyzn? Drugie – czy wielkość penisa ma znaczenie dla kobiet? Wprawdzie możemy wymigać się od odpowiedzi twierdząc, że to zależy od osoby, co poniekąd będzie prawdą, ale proponuję w tym momencie pozwolić sobie na uogólnienie. Najlepiej zapisać swoje odpowiedzi i dopiero wrócić do lektury. Stosunek do materiałów erotycznych Przywołajmy teraz drugi przykład. Materiały o jednoznacznym charakterze, czyli te tzw. dla dorosłych. Powszechnie uważa się, że zainteresowani są nimi głównie mężczyźni. Istnieje szereg badań i hipotez dowodzących, iż wynika to z czystej biologii. Panowie po prostu są wzrokowcami i na nich takie bodźce działają. Natomiast kobiety nie lubią zdjęć czy filmów tego rodzaju. Tu kolejne pytanie dla Czytelników. Czy uważasz, że kobiety nie są zainteresowane tego typu materiałami? Czy widok rozebranego mężczyzny nie działa na nie podniecająco? Jak zareagują na widok kochające się pary? I znowu proponuję zapisać sobie odpowiedzieć, a potem wrócić do lektury. Stare przekonania na temat kobiecej seksualności Podobnych przykładów jest więcej, choć te dwa wydają się najbardziej charakterystyczne i często są przywoływany jako przykład różnic w zachowaniach seksualnych mężczyzn i kobiet. Wydaje się ciągle jeszcze, że mężczyźni są bardziej otwarci na nowe doświadczenia seksualne niż kobiety. Częściej myślą o seksie itd. Chciałbym Wam teraz przypomnieć coś o czym już niemal zapomniano. Jeszcze w pierwszej połowie dwudziestego wieku powszechne było przekonanie, że to jedynie mężczyzna czerpie przyjemność z seksu. Natomiast kobiety nie odczuwają przyjemności ani nie doznają orgazmu. Dziś już nikt nie odważyłby się twierdzić czegoś podobnego, a wtedy było to mniemanie powszechne. Nie znaczy wcale, że ówczesne kobiety były oziębłe. Druga część raportu Kinseya pokazała, że są one podobnie jak mężczyźni bardzo zainteresowane seksem i potrafią odczuwać w związku z nim satysfakcję. Obecnie większość lekarzy uważa wręcz, że kobiece doznania są o wiele silniejsze niż męskie. Niemniej raport Kinseya wywołał w swoim czasie silne społeczne reperkusje i wzbudził oburzenie. Czy uznamy to dziś za przejaw zakłamania? To kolejne pytanie, na które warto sobie odpowiedzieć i odpowiedź zapisać. Z czasem wszystko się wyjaśni. Kształtowanie się skryptów seksualnych Mając listę pytań i odpowiedzi możemy przejść do istoty rzeczy. Co właściwie kształtuje nasze życie seksualne? Byłoby błędem mniemać, że zaczyna się ono w okresie dojrzewania, gdy hormony dochodzą mocno do głosu. Nie będę chyba zbyt daleki od prawdy, gdy stwierdzę, że o seksie dowiadujemy się dość szybko. Być może jeszcze kilkadziesiąt lat temu było inaczej i tzw. wiek niewinności trwał dłużej. Dziś zbyt dużo bodźców medialnych dociera do przeciętnego dziecka, by dalej upierać się przy jego nieświadomości. Nawet kontrola rodzicielska na niewiele się przydaje. Rzecz jasna zainteresowanie tematem wzrasta wraz z wiekiem. Musimy też pamiętać, że nie możemy przykładać miary dziecięcej seksualności do dziecięcych wyobrażeń. Dużo zależy od tego, jak sami rodzice postrzegają seks. Czy jest dla nich normalną częścią życia, czy raczej czymś wstydliwym i złym. To oraz tysiące innych pozornie banalnych bodźców kształtuje pierwsze wyobrażenia seksualne. U chłopców pierwsze erekcje pojawiają się bardzo wcześnie i kiedyś zapewne mniej zwracały uwagi niż dziś w tak medialne rozerotyzowanych czasach. Jednak początki są o wiele mniej dostrzegalne. Chłopcy i dziewczynki uczą się swoich ról społecznych. Podpatrują różnice zachowań i według nich kształtują swoje własne postawy oraz sposób odnoszenia się do płci przeciwnej. Dla chłopca wielkość penisa jest oznaką jego męskości, gdyż tak jest to postrzegane przez otaczających go rówieśników. Już od najmłodszych lat muszą udowadniać swoją męskość, a sfera seksu jest w tym wypadku szczególnym kompasem. Przynajmniej w ogólnym przeświadczeniu. Cała gama przypadkowych bodźców, coś podpatrzone, coś nieświadomie skojarzone, razem tworzy nasz przyszły skrypt seksualny. Czyli zestaw zachowań związanych z seksem według którego będziemy w przyszłości postępować w sytuacjach intymnych. Skrypt pozwala nam także odnieść się w odpowiedni sposób do pewnych spraw związanych z tą dziedziną. Jak choćby do kwestii powiększania penisa. Wiele tych skojarzeń może zostać zepchniętych w podświadomość, ale nadal będę tam funkcjonować. Z wiekiem seks staje się coraz ważniejszy i do głosu dochodzi wyobraźnia. Badania Gagnon dowodzą, że to właśnie nasze wczesne fantazje ostatecznie kształtują ów skrypt seksualny. Według niego będziemy później postępować, gdy już fantazja zmieni się w rzeczywistość.

Krótkie podsumowanie dla tych, którym brakuje czasu Tekst ten ma stanowić swoiste podsumowanie niektórych rzeczy opisanych wcześniej na tym blogu. Stanowi krótkie streszczenie dla tych wszystkich, którzy chcą zaczerpnąć nieco praktyczniej wiedzy na temat powiększania penisa. Nie mają czasu czytać wszystkich wcześniejszych wpisów, a potrzebne im są konkrety. Oto prosta lista czterech bezpiecznych sposobów powiększania penisa. Sposobów takich jest oczywiście znacznie więcej, lecz wykraczają już poza określenie „bezpieczne”. Oto więc te najbezpieczniejsze. Sposób pierwszy – uprawianie seksu To bynajmniej nie żart. Wbrew pozorom uprawianie seksu jest najprostszym i najbezpieczniejszym sposobem powiększania penisa. Częsta erekcja i zbliżenia oznaczają jednocześnie mocne ukrwienie członka. Pod wpływem takich bodźców, jeśli są wystarczająco częste, ciała jamiste się nieco powiększają. Są bowiem tworem dość elastycznym. Im silniej działa na nas partnerka, tym mocniejsza erekcja, a więc i powiększenie będzie większe. Oczywiście musimy być szczerzy i uczciwi. Zawsze będzie to powiększenie dość nieznaczne w porównaniu do skutków innych metod. Nie można liczyć na jakieś szybkie i rewolucyjne zmiany. Piszę o tym sposobie z innego powodu. Każdy inny z tych, które za chwile poznacie, jest szczególnie skuteczny, gdy połączy się go z częstym uprawianiem seksu. To zwykle razem działa lepiej. Po pierwsze dlatego, że narząd pozostaje lepiej ukrwiony, czyli wszystkie substancje są w nim lepiej rozprowadzane, a po drugie ze względu na naturalne procesy akomodacyjne zachodzące w naszym organizmie. Zwykle to nam się lepiej rozwija co jest częściej potrzebne i używane. Tu nie pozbawione sensu będzie porównanie do mięśni czy kości. Osoba pracująca fizycznie czy trenująca jakiś sport ma lepiej rozwinięte mięśnie i mocniejszy kościec od kogoś, kto cały dzień siedzi na krześle. Analogicznie jest z penisem. Po co miałby być dodatkowo rozwijany, jeśli nie jest często używany? Brakuje najprostszego bodźca akomodacyjnego! Warto pamiętać, że komórki są wymieniane w organizmie na nowe mniej więcej co 28 dni. Jeśli istnieje taka potrzeba narzucona warunkami zewnętrznymi i wsparta odpowiednią podażą składników żywieniowych, to następuje mała nadwyżka produkowanych komórek, co wprost przekłada się na rozrost danego organu. Sposób drugi – ćwiczenia powiększające penisa Ten sposób jest już bardziej konkretny, choć niestety także bardzo czasochłonny. Chodzi o ćwiczenia powiększające członka. Nie będę w tym miejscu szczegółowo opisywał tych ćwiczeń. W zasadzie opierają się na wspomnianej wyżej zasadzie akomodacji, tylko wykorzystują ją w znacznie większym stopniu. Na pewno wykonywane regularnie i konsekwentnie ćwiczenia na powiększanie penisa dają wymierne efekty w postaci kilku centymetrów więcej długości i grubości. Nie jest możliwe wyliczenie dokładnie ile. Sporo tu zależy od indywidualnego potencjału. Nie bez znaczenia będzie także dieta podnosząca poziom testosteronu oraz aktywny tryb życia. Sposób trzeci – przyrządy powiększające penisa W zasadzie tego typu przyrządy działają na tej samej zasadzie co ćwiczenia. Tyle tylko, że można szybciej osiągnąć zadowalające efekty. Co więcej nie trzeba się przy tym napracować ani dodatkowo poświęcać czasu. Założony przyrząd delikatnie rozciąga tkanki, gdy my w tym czasie możemy zająć się czymś innym. Wygoda takiego rozwiązania jest bezdyskusyjna, choć dużo zależy od dokładnego i uważnego zamocowania przyrządu w miejscu dla niego przeznaczonym. Z racji, że opisywane tu metody należą do tych bezpiecznych, trzeba mocno podkreślić, że zarówno bezpieczeństwo, jak i skuteczność takiego rozwiązania zależą w dużej mierze od tego, jaki przyrząd się wybierze. W tej chwili na rynku jest ich kilka. Nie warto kupować byle czego. Każdy powinien mieć odpowiedni certyfikat, który zostaje przyznany po szeregu badań klinicznych i testów. Penis jest narządem na tyle ważnym, jak i dość delikatnym, że nie ma sensu oszczędzać i kupować niesprawdzonych akcesoriów. Na pewno na uwagę w tym zakresie zasługuje Jes-extender. Sposób czwarty – tabletki powiększające penisa W tym wypadku zamiast bezpośredniego działania fizycznego wybieramy pobudzenie za pomocą ziół i substancji roślinnych. Część z nich to znane od wieków afrodyzjaki. Ich działanie, choć poszczególne receptury nieco się różnią, sprowadza się do pobudzenia naturalnego potencjału organizmu. Dość często mały penis jest wynikiem pewnym zaburzeń hormonalnych czy też metabolicznych. Opisywane preparaty pomagają przezwyciężyć te kłopoty. Jądra zaczynają wydzielać więcej testosteronu, w organizmie pojawia się też więcej tlenku azotu, a to razem sprawia, że w penisie przybywa z czasem kilka centymetrów. Tabletki powiększające penisa nie działają tak mocno jak przyrządy powiększające. Jednak jeśli ktoś z różnych powodów nie chce się zdecydować na taki przyrząd, a jednocześnie uważa, iż przydałoby mu się kilka centymetrów więcej, może użyć tabletek. Wiele osób nie rozumie, że nie są to bynajmniej jakieś leki hormonalne tylko naturalne preparaty pobudzające nasz organizm do wydzielania własnych hormonów. Cały proces jest w tym wypadku bezpieczny dla zdrowia. Leki hormonalne może przepisać tylko lekarz i nie wolno używać ich bez jego nadzoru. Podobnie jak na przyrządach, tak i na tabletkach nie warto oszczędzać. Niesprawdzony środek kupiony na bazarze może wprost zagrozić naszemu zdrowiu, czasem nawet życiu. Co na to chirurgia? Na koniec kilka słów o chirurgicznym powiększaniu penisa. Nie znalazło się ono na przedstawionej liście, gdyż do bezpiecznych nie należy. Czasem jednak może być konieczne. Dotyczy to sytuacji, w których penis jest naprawdę mały – rzędu kilku centymetrów – i potrzebna jest znaczna korekta jego wielkości. W tej sytuacji nawet założenie przyrządu może okazać się zbyt trudne. Z racji możliwych powikłań pooperacyjnych podjęcie decyzji o zabiegu powinno zostać dobrze przemyślane. Jeśli ktoś ma kilkanaście centymetrów długości, nie warto ryzykować i lepiej sięgnąć wtedy po sposoby z naszej listy. Zysk zawsze powinien przynajmniej równoważyć ryzyko. Nie ma rzeczy niemożliwych Możliwości jest więc kilka. Nie każdy musi decydować się na powiększanie penisa. To jest opcja dla tych, którzy faktycznie mają nieco za małego i powoduje to u nich powstawanie kompleksów. Powinno się wybrać dla siebie najdogodniejszą opcję. Najważniejsze jest to, by nie dać sobie wmówić, że nic się nie da zrobić. W każdej dziedzinie życia jest tak samo. Zawsze znajdą się ludzie, którzy będą uparcie przekonywać wszystkich, że nic sie nie da zrobić. zwykle w ten sposób tłumaczą własne niepowodzenia lub po prostu lenistwo. Na szczęście są też tacy, którzy nie biorą sobie tego marudzenia do serca i aktywnie zmieniają swoje życie. Także to seksualne.

Taki „naturalny” nałóg Proponuję dziś poświęcić nieco uwagi seksoholizmowi. Czym właściwie jest? Czy jest realnym zagrożeniem dla każdego, czy raczej dotyka tylko nielicznych? Być może należałoby uznać, że nie ma się czym martwić. Wszak nie jest to aż tak zgubny nałóg, by miał poważnie nadwyrężyć nasze zdrowie, czy finanse. Nie równać mu się z alkoholizmem czy hazardem. Jest, jakby to ująć, bardziej „naturalny”. Niestety to wcale nie takie proste. Co do zdrowia, to może nie wprost, ale jednak można wpaść w dość dziwne stany zaburzeń emocjonalnych. O innym zagrożenie napiszę później. Zaś strata finansowa też może być dotkliwa. Przecież niejeden stracił majątek na telefonach pod pewne numery lub na wizyty w agencjach. Telefony dziwią to tym bardziej, że materiałów o takiej treści jest w internecie mnóstwo i to za darmo, a czasem nawet wpychają się, gdy człowiek wcale ich nie chce. To jednak już może sprawa gustu? Przyznam, że samej idei tego typu telefonów nigdy nie rozumiałem i do dziś dziwi mnie jak można na nie tracić pieniądze, nawet w sytuacji skrajnej determinacji i braku zaspokojenia. No ale każdy nałóg ma swoje własne prawa i trudno je pojąć będąc od niego wolnym. Seksoholizm jako nerwica kompulsywna Spróbujmy jednak wrócić do sedna i zacząć od tego, czym dokładnie jest seksoholizm. W tym miejscu można znaleźć najważniejsze kryteria wskazujące na występujący problem sformułowane przez Patricka Carmersa. Widać z nich wyraźnie, że podstawowe zagrożenie, z jakim wiąże się seksoholizm jest natury społecznej. Człowiek zaczyna się wikłać w sieć zależności od seksu, a jednocześnie coraz trudniej funkcjonować mu w społeczeństwie. Powstaje rodzaj obawy przed otaczającymi uzależnionego ludźmi. Po pierwsze obawa ta jest zwykle związana z samym faktem wykrycia pewnych zachowań, a po drugie z tym, że zostanie się pozbawionym możliwości ich dalszej realizacji. Jako, że seksoholizm jest formą nerwicy kompulsywnej, każdy lęk jaki się pojawia, czy to bezpośrednio związany z nałogiem, czy też nie, wytwarza jeszcze silniejszą presję, co ostatecznie powoduje nasilenie zachowań kompulsywnych. W tym wypadku o podłożu seksualnym. Wystarczy wrócić do przykładu z telefonami. Wiadomo, że traci się na to masę pieniędzy. Uzależniony też o tym wie. Cały czas obawia się wykrycia, czy nawet rachunku, ale to nie odwodzi go od dzwonienia. Wręcz przeciwnie. Tym bardziej do tego popycha. To wszystko razem wzięte powoduje silne poczucie winy. Zaś poczucie winy jeszcze bardziej wzmaga lęk, a lęk popycha do kolejnych kompulsywnych zachowań. Bowiem nikt nie jest w stanie zbyt długo wytrzymać presji wewnętrznego napięcia. Dlatego szuka się sposobów odreagowania. Zwykle wybiera się te sprawdzone. Seks. Na chwilę daje ulgę, a później znowu rozpędza się koło poczucia winy i lęku. Dobra potencja to nie seksoholizm Teraz musimy wprowadzić ważne rozróżnienie. Seksoholizm nie jest wprost powiązany z tzw. temperamentem seksualnym. Nie zależy też od poziomu libido. Nie trzeba się go obawiać tylko dlatego, że ma się dobrą potencję. Także częste uprawianie seksu samo w sobie nie jest seksoholizmem i do niego nie prowadzi. Gdyby ktoś miał wątpliwości, to proponuję jeszcze raz przeanalizować spokojnie objawy podane w linku powyżej. Seksoholizm świadczy zwykle o poważnym problemie i to nawet nie bezpośrednio o podłożu seksualnym. Do tego jeszcze wrócimy, bo w tym punkcie panuje wiele nieporozumień. Tu tylko sygnalizuję, że jeśli uprawia się seks z partnerką/partnerem i nie zakłóca to w żaden sposób życia w społeczeństwie, to niezależnie od ilości i częstotliwości, nie jest to seksoholizm. Bez obaw. Znajdą się tacy, którzy będą uważali, że nawet czytanie tego artykułu lub podobnych, zakup tabletek poprawiających libido, czy zerknięcie od czasu do czasu na zdjęcia jakichś rozebranych pań, to już seksoholizm. Bynajmniej. Wprawdzie to ostatnie zachowanie może świadczyć o problemie, ale wcale nie musi. Skoro specjalnie takich zdjęć nie szukamy, nie odwodzą nas one od pracy i innych obowiązków, nie tracimy na nie długich godzin, to nie ma się czym przejmować. Zaś czytanie i uzupełnianie swojej wiedzy o seksie, to nawet pozytywny objaw… Męski problem W związku z przykładami zdjęć czy telefonów samorzutnie nasuwa się kolejna kwestia. Otóż w seksoholizm częściej wpadają mężczyźni niż kobiety. Wcale nie dlatego, że kobiety są bardziej odporne na nerwice kompulsywne. Po prostu u mężczyzn sfera seksualna jest tak ukształtowana, że łatwiej odbijają się na niej wszelkie problemy. Zaś z racji tego, że seks jest bardziej kwestią pobudzenia wzrokowego i tego, iż mężczyzna łatwiej się podnieca, jest bardziej podatny na seksoholizm. U pań zwykle zachowania kompulsywne kierują się (jeśli się pojawią) w inną stronę. Czasami wręcz przejawiają się dokładnie odwrotnie, czyli pod postacią seksualnej oziębłości. To jednak temat na inną okazję. Szukanie rozwiązania problemów w seksie narzucają nam do pewnego stopnia same media, a zaraz za nimi moda. Jesteśmy nieustannie sztucznie pobudzani, z czego nawet nie do końca zdajemy sobie sprawę. Przyjrzyjcie się krytycznie reklamom, filmom i innym pozornie niewinnym programom. Rozejrzyjcie się po ulicy. Jeśli takie pobudzenie padnie na grunt podatny, to wówczas wykluwa się z niego seksoholizm. No właśnie. Cóż to jest ów grunt podatny? Pragnienie bliskości Napięcia w sferze seksualnej zazwyczaj pojawiają się w związku z niezaspokojoną potrzebą bliskości. Może ona sięgać nawet wczesnego dzieciństwa i braku wystarczającej uwagi ze strony rodziców. To pragnienie szybko zaczyna wydawać się jakby trochę „niemęskie”, więc dość łatwo przelać je na pożądanie. Wszak seksualnymi podbojami można się chwalić i to już jest bardzo męskie. Gdy zaś brak obiektów do podboju w sukurs przychodzi internet, filmy czy te nieszczęsne telefony. No i są też agencje towarzyskie, a nawet usługi przydrożne, czyli już zachowania bardzo ryzykowne. Kłopot w tym, że gdy rzeczywiście chodzi o ukryte pragnienie bliskości, to jednocześnie mamy całą gamę uczuć o przeciwnym wektorze. W skrócie możemy je określić jako lęk przed bliskością. Bowiem ktoś kto tej bliskości nigdy nie zaznał będzie jej pragnął, ale jednocześnie się obawiał jako czegoś nieznanego. To co nieznane zawsze budzi obawy. Chcę tu jeszcze raz wyraźnie podkreślić. Chodzi przede wszystkim o bliskość emocjonalną, a nie fizyczną. W normalnych warunkach każdy z nas potrzebuje i jednej i drugiej. One się wzajemnie uzupełniają. Gdy dochodzi do zaburzeń, wszystko się miesza i człowiek nie potrafi cieszyć się bliskością emocjonalną, choć nadal jest mu potrzebna. Wszystkie swoje relacje rozpatruje tylko i wyłącznie pod kątem seksu. Seksoholizm a zdrowie Jeszcze kilka słów o zdrowiu. Na początku już to sygnalizowałem. Teraz pora napisać kilka słów więcej. Można często uprawiać seks, jeśli leży to w zgodzie z naszymi możliwościami. Natomiast seksoholik – zgodnie z tym co stwierdził prof. Lew-Starowicz – przekracza tę granicę swoich realnych możliwości. Wtedy w końcu przychodzi taki czas, gdy organizm się buntuje. Zwykle robi to poprzez pojawiającą się impotencję. „Ile można mieć wytrysków?”, jak stwierdził Lew-Starowicz. No właśnie. Nie jest ważne ile, byle tyle ile faktycznie jesteśmy w stanie. Seks to zdrowie. Seksoholizm już nie. Ze wszystkim można przesadzić. Z seksem także. Walka z nałogiem Z seksoholizmem podobnie jak z każdym innym nałogiem, bardzo trudno zerwać. Tu nawet zwykle nie pomaga relacja z partnerką. Co więcej przez seksoholizm łatwo tę relację zniszczyć. Kobiety są bardzo wyczulone na tym punkcie, a impulsy kompulsywne ciągle pchają do podobnych zachowań. Obecnie problem traktuje się dość poważnie. Leczą go specjaliści, głównie metodą psychoterapii. Czasami lekami, choć moim zdaniem to ostateczność. Powstało też stowarzyszenie Anonimowych Seksoholików na wzór Anonimowych Alkoholików i działające na podobnych zasadach. Pomiędzy przyjemnością a zagrożeniem Skąd na blogu o przedłużaniu stosunku taki temat? Myślę, że to ważne. Warto pisać o przyjemnościach związanych z seksem, ale także o czyhających zagrożeniach. Seks jest mimo wszystko dość mroczną dziedziną naszego życia. Daje radość, ale może też wchłonąć przeróżne demony. Wtedy powstają poważne problemy.